Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy Jarosław Kaczyński słusznie otrzymał tytuł „Heroda 2016 roku”?

Antyaborcyjna fundacja „Pro – prawo do życia” niedawno temu ogłosiła, iż w rozpisanym przez nią internetowym plebiscycie na człowieka, któremu należy przyznać tytuł „Heroda roku 2016” pierwsze miejsce przypadło prezesowi PiS, panu Jarosławowi Kaczyńskiemu. Czy była to słuszna i sprawiedliwa decyzja?

Cóż, wbrew pozorom, odpowiedź nie jest tak łatwa, jakby się to mogło wydawać. O ile bowiem, rzeczywiście pan Jarosław Kaczyński swymi ostatnimi działaniami przyczynił się do kontynuowania legalności stanu prawnego, w którym pewne kategorie dzieci poczętych mogą być bezkarnie zabijane, o tyle dość kontrowersyjne wydaje się zrównywanie takiej postawy z działaniem realnie istniejącego niegdyś Heroda. Mimo wszystko nie są to bowiem postawy, które na płaszczyźnie etycznej są takie same. Prezes PiS jeśli już dopuścił się tych grzechów cudzych, które tradycyjnie nazywa się mianem „Zezwalać na grzech drugiego” oraz „Grzechu nie karać”. A mówiąc bardziej precyzyjnie broni on takiego prawnego stanu rzeczy, w którym będzie się zezwalać i nie karać niektórych z przypadków grzechu prenatalnego dzieciobójstwa. Jednak grzech Heroda był czymś gorszym i polegał nie tyle na popieraniu prawa, które pozwala grzeszyć w omawianym aspekcie, ale na tym, że on sam nakazywał swym podwładnym dokonywać tego grzechu, czyli zabijać małe dzieci. Herod nie tylko w pośrednim sensie pozwalał na dokonywanie przez innych tej nieprawości (co można zarzucić panu Kaczyńskiemu), ale wprost i bezpośrednio rozkazywał dokonanie morderstw niektórych z dzieci. Postępek Heroda to była cięższa kategoria od postępowania tych współczesnych polityków, którzy bronią praw pozwalających na zabijanie niektórych dzieci. Nie znaczy to, że ci drudzy popełniają jakąś błahostkę,  ale oznacza to, iż nieprawość w wykonaniu Heroda była większa.

Jeśli więc byśmy traktowali tytuł „Heroda roku” jako bardziej dosłowną analogię pomiędzy postępowaniem historycznie istniejącego Heroda, a postawą niektórych współczesnych polityków to trzeba by powiedzieć, że owe „wyróżnienie” spotkało nie tylko Jarosława Kaczyńskiego, ale także np. wielu innych jego „laureatów” (dajmy na to Donalda Tuska) w jednak niesprawiedliwy sposób. Ich grzech nie polegał bowiem na rozkazywaniu zabijania dzieci, ale na bronieniu stanu prawnego, w którym istnieje przyzwolenie na takowe zabijanie. Choć to i tak  wielka nieprawość, to jednak czymś jeszcze znacznie gorszym jest rozkazywanie mordowania niewinnych niż pośrednie zezwalanie na takie zabijanie. W ogóle, jeśli chodzi o rządzących w XX i XXI wieku to przypadki występowania wśród nich swoistych „Herodów” nie były bardzo częste. Nie było bowiem w tym czasie bardzo wielu przypadków, w których rządy w bezpośredni sposób nakazywałyby zabijanie małych dzieci. Czynił tak Hitler, można powiedzieć, że do tej niegodziwości zbliżali się też komuniści w Chinach, za których rządów w różny sposób wywierano presję na rodzicach, by poddawali oni aborcji swe „nadliczbowe” dzieci. Jednakże najczęściej, rządzący w XX i XXI wieku partycypowali w mordowaniu dzieci w inny sposób, to znaczy dając zgubną wolność w tej mierze swym obywatelom. Tak też w sensie bardziej dosłownym niezbyt wielu rządzących w ostatnich 100 latach polityków można by przyrównać do prawdziwego Heroda.

Nie zmienia to jednak pewnego faktu, którego chyba nie chce widzieć wielu pobożnych katolików w Polsce. Otóż, Jarosław Kaczyński w aktywny sposób przyczynił się do utrzymania w naszym kraju legalności zabijania niektórych z nienarodzonych dzieci. Zrobił to za pomocą autorytetu, jakim się on cieszy w łonie PiS oraz presji wywieranej na swych posłów (słowa o „moralnej dyscyplinie”, etc.).  Gdyby nie jego działania w tej sprawie to istniała dość duża szansa na poszerzenie prawnej ochrony życia nienarodzonych w naszym kraju (gdyż duża część posłów PiS była gotowa poprzeć wiadomy projekt ustawy). Co zaś najistotniejsze w tej kwestii to fakt, iż prezes Kaczyński nie uczynił tego bynajmniej tylko w imię „roztropności i mądrości” w walce o poszerzanie prawnej obrony poczętych dzieci (na zasadzie „Nie wprowadzajmy całkowitego zakazu aborcji od razu, ale rozłóżmy to na kilka lat, przygotowując do tego społeczeństwo”). Postąpił on tak, gdyż nie wierzy w słuszność wprowadzenia prawa zakazującego wszelkich aborcji. Prezes PiS już kilkukrotnie wszak to jasno deklarował, iż np. uważa, że państwo przekraczałoby swe uprawnienia zakazując aborcji z powodu gwałtu. Trzeba więc jasno to sobie uświadomić, iż Jarosław Kaczyński nie zgadza się z nauczaniem katolickim na temat obowiązku zakazywania przez władze cywilne wszelkich prenatalnych zabójstw, a jego praktyczne postępowanie w tej kwestii jest nie tyle wyrazem „roztropnego dążenia do wprowadzenia ideału”, ale wynika właśnie z tego jego błędnego przekonania. I dobrze się dzieje, że są jeszcze w Polsce katolickie oraz konserwatywne środowiska, które nie boją się nam tego uświadamiać (w odróżnieniu np. od oportunistycznej postawy Radia Maryja w ten sprawie), chociaż akurat konkretne porównanie prezesa PiS do Heroda może wydawać się pewną przesadą.