Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy Danielowi z Ełku należał się pogrzeb kościelny?

W ostatnich dniach jednym z najczęściej komentowanych wydarzeń w Polsce była sprawa zabicia w Ełku 21-letniego Daniela. Sprawcami tego zabójstwa byli pracujący w jednym z lokali z kebabem obcokrajowcy z Północnej Afryki. Cała sprawa zaczęła się jednak od tego, iż Daniel miał z owego miejsca nie tylko ukraść dwa napoje gazowane, ale także prawdopodobnie wraz z kolegami będąc pijanym wulgarnie obrażać i lżyć obcokrajowców. Całość zdarzenia przyczyniła się do wybuchu gwałtownych zamieszek w Ełku, podczas których młodzi mieszkańcy tego miasta demolowali lokal z kebabem przed którym doszło do owego tragicznego wydarzenia, a także atakowali interweniujących w obronie porządku policjantów.

Oczywiście, że zabicie przez obcokrajowców Daniela było haniebnym aktem zemsty i samosądu, którego nie można usprawiedliwiać oraz uniewinniać. Ten czyn zostanie prawdopodobnie odpowiednio osądzony przez polski wymiar sprawiedliwości. Jest jednak również jasne, że postępowanie Daniela, które stało się zapalnikiem całej tej sytuacji, także nie zasługiwało na pochwałę. I choć padło wiele krytycznych słów pod adresem postępku Daniela (często ubranych w niedopuszczalną formę słowną), wydaje się, iż umknął tu jeden z ważniejszych aspektów całej tej sprawy. A mianowicie to, czy Danielowi z Ełku należał się kościelny pogrzeb. To co bowiem wiemy o całej tej sytuacji, jak również o życiowej postawie Daniela pozwala mieć ku temu wielkie wątpliwości.

Co bowiem na temat udzielania (albo raczej nieudzielania) pogrzebu kościelnego mówi Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 roku? W kanonie 1184 stwierdza się tam, iż wśród osób, którym nie powinno się udzielać tego obrzędu znajdują się m.in. „inni jawni grzesznicy którym nie można przyznać pogrzebu bez publicznego zgorszenia wiernych„. W przepisie tym precyzuje się też, iż tego i innego rodzaju ludziom nie należy udzielać pogrzebu kościelnego, jeśli „przed śmiercią nie okazali żadnych oznak pokuty„.

Można się słusznie zapytać, czy Daniel był „jawnym grzesznikiem, który przed śmiercią nie okazał żadnych oznak pokuty”? Otóż, w bardzo krótkim czasie przed swą tragiczną śmiercią popełnił on kradzież, a także prawdopodobnie był pijany oraz dopuszczał się wulgarnego lżenia swych bliźnich. Te wszystkie czyny są grzechami, a przedmiot niektórych z nich mógł być nawet ciężki (tyczy się to pijaństwa i lżenia drugiego człowieka). Daniel był również znany wcześniej policji z dokonywania rozbojów i gróźb. Rzut oka na facebookowy profil tego człowieka uprawdopodabnia też, iż jego poglądy i styl życia były w mocny sposób naznaczone libertynizmem. Dziesiątki „lajkowanych” przez niego fanpagów stanowiły wszak strony o charakterze obscenicznym (np. poświęcone modelkom „Playboya”), wulgarnym czy też wręcz pro-kryminalnym (gdyż utożsamiającym się z ludźmi siedzącymi w więzieniach za różnego rodzaju kryminalne przestępstwa). Oczywiście, najpewniej Daniel miał też swoje pewne dobre cechy, ale wszystko to pokazuje, iż był on osobą mającą silne skłonności do bandytyzmu, wulgarności i libertynizmu. Taka postawa Daniela była znana innym ludziom, gdyż raz, że niektóre z jego złych czynów zostały nagłośnione publicznie przez media, dwa zaś on sam się obnosił ze swymi libertyńskimi tendencjami. Można więc w miarę spokojnie powiedzieć, iż Daniel był „jawnym grzesznikiem”. Czy Daniel jednak okazał przed swą tragiczną śmiercią jakieś zewnętrzne oznaki skruchy? Cóż, można by się spytać świadków jego śmierci, czy może przed swym zgonem np. wołał on o księdza, aby się wyspowiadać albo mówił coś w rodzaju: „Przepraszam za to co zrobiłem”, „Wybaczam wam i proszę o wybaczenie”, etc? Niestety jednak o niczym takim nie słyszeliśmy. Być może w skrytości swego serca Daniel prosił Boga o wybaczenie swych złych postępków, ale nic o tym nie wiemy, by wyraził to w jakiś sposób na zewnątrz. Wszystko więc wskazuje na to, iż Daniel z Ełku może być zaliczony do „jawnych grzeszników, którzy przed swą śmiercią nie okazali żadnych oznak pokuty„.

Czy może jednak kościelny pogrzeb mógłby zostać w tym wypadku udzielony „bez publicznego zgorszenia wiernych”? I tutaj można mieć co do tego duże wątpliwości. Jedną z cech zgorszenia jest bowiem przysłowiowe mieszanie ludziom w głowach, upewnianie ich w błędnych przekonaniach, usprawiedliwianie zła. Jak zaś określić sytuację, w której mianem „Bożego sługi” nazwie się człowieka zmarłego w bardzo krótkim czasie po dokonaniu różnych nieprawości? Człowieka, który nie dał przy tym żadnych oznak żalu za popełnione przez siebie przed chwilą zło? Czy nie jest w końcu wręcz groteskową sytuacja, w której modlitwa pogrzebowa o treści: „Pożegnajmy zmarłego (który) Przez całe życie pracował i cierpiał z Chrystusem” jest wygłaszana nad taką osobą? Przecież taka sytuacja raz, że naraża na śmieszność powagę kościelnych obrzędów, a dwa może utwierdzać ludzi w ich grzesznym stylu życia, którzy widząc coś takiego pewnie w duchu swym myślą: „To nic, że dziś sobie cudzołożę, kłamię i upijam się. Po śmierci i tak będę zbawiony, wszak nad mą trumną ksiądz nazwie mnie Bożym sługą, powie, iż całe życie pracowałem i cierpiałem dla Chrystusa oraz wyrazi silną nadzieję na to, iż będę w niebie„. Coś takiego wywołuje więc zgorszenie i mąci ludziom w głowach.