Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy karanie homoseksualistów jest sprzeczne z szacunkiem i miłością do nich?

Niektórzy z przeciwników prawnej karalności czynów homoseksualnych w swych wywodach na ów temat powołują się na nauczanie Katechizmu Jana Pawła II (znanego powszechniej jako „Katechizm Kościoła Katolickiego”), wedle którego mężczyźni i kobiety o skłonnościach homoseksualnych winni być traktowani z szacunkiem, delikatnością oraz bez oznak niesłusznej dyskryminacji (tamże: numer 2358). Czy jednak rzeczywiście należy traktować to nauczanie, jako wezwanie (lub poparcie) do depenalizacji czynnego homoseksualizmu? Otóż, nie sądzę – przynajmniej wtedy, gdy takie słowa jak „szacunek”, „delikatność” oraz „niesłuszna dyskryminacja” interpretuje się w bardziej tradycyjnych niż nowoczesnych kategoriach.

Pismo święte mówi wszak np.: Wszystkich szanujcie, braci miłujcie, Boga się bójcie, czcijcie króla” (1 Piotr 2:17). Oznacza to, iż w pewnych aspektach i płaszczyznach należy okazywać szacunek wszystkim ludziom, obojętnie jak złe rzeczy, by nie robili. Odnosi się to nawet do pedofilów i morderców. Ale czy to znaczy, że pedofile i mordercy powinni być bezkarni, gdyż Biblia mówi: „Wszystkich szanujcie”? Oczywiście, że nie. Dla takich osób wyrazem szacunku będzie np. poddanie ich procesowi sądowemu w ramach, którego będą mieli prawo do bronienia się, sprawienie pochówku, gdy umrą, a nie wyrzucanie ich zwłok na śmietnik, etc.).  Nie rozumiem więc dlaczego mówienie o szacunku wobec osób homoseksualnych miałoby stanowić jakiekolwiek zaprzeczenie wcześniejszego nauczania katolickiego o potrzebie karania sodomii? Wszak szanowanie kogoś nie jest jeszcze równoznaczne z absolutną bezkarnością jego czynów.

 

A co z delikatnością wobec „osób homoseksualnych”? I w tych słowach trudno jest szukać potwierdzenia dla postulatu bezkarności czynów homoseksualnych. Delikatność wobec bliźnich jest bowiem pochodną łagodności, która  przecież powinna być jedną z podstawowych cech chrześcijanina. Oczywiście łagodność i wypływająca z niej delikatność w obcowaniu z innymi ludźmi nie jest zasadą absolutną i bezwzględną. Pan Jezus i Apostołowie choć zazwyczaj byli łagodni, to w pewnych sytuacjach potrafili niektórym ludziom okazywać surowość i ostrość. Potrzeba tu pewnej rozwagi i mądrości, by rozeznać, kiedy trzeba być bardziej łagodnym i delikatnym, a kiedy bardziej surowym. Nie ulega jednak wątpliwości, że ogólnie rzecz biorąc należy być bardziej prędkim do okazywania innym łagodności niż surowego obchodzenia się z nimi. Słowo Boże mówi o tym tak: „A sługa Pana nie powinien wdawać się w kłótnie, ale ma być łagodny względem wszystkich, skory do nauczania, zrównoważony. Powinien z łagodnością pouczać wrogo usposobionych, bo może Bóg da im kiedyś nawrócenie w stronę pełnego poznania prawdy …” ( 2 Tymoteusza 2: 24-25). Proszę zresztą zwrócić uwagę, że w przytoczonym wyżej zdaniu mowa jest o „szacunku i delikatności wobec  osób homoseksualnych”, a nie wobec ludzi, którzy realizują swe skłonności.  A to też zmienia postać rzeczy. Inne jest bowiem zachowanie osoby homoseksualnej, która pomimo swej nieuporządkowanej skłonności, próbuje uciekać od pokus z nią związanych i na co dzień dźwigać swój krzyż. Taki człowiek tym bardziej zasługuje na nasz szacunek i delikatność.

 

A co z postulowanym przez Katechizm Jana Pawła II „unikaniem jakiejkolwiek niesłusznej dyskryminacji wobec osób homoseksualnych”? Cóż, jeśli już mamy się czegoś „czepiać” to jest rzeczywiście najbardziej dwuznacznie brzmiący punkt omawianej formuły. Ale nawet ten zwrot  – przy odrobinie dobrej woli i znajomości kontekstu szerszego nauczania Magisterium, a zachowaniu odpowiedniego dystansu względem liberalnych i bardziej współczesnych definicji tych pojęć – może być interpretowany w jak najbardziej tradycyjnie katolicki sposób (i to taki, który nie wyklucza nawet postulatu karania i zakazywania czynów homoseksualnych przez państwo).

Stwierdzenie bowiem, iż należy unikać „jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji” nie oznacza bowiem, że „wszelka dyskryminacja jest niesłuszna”. Może istnieć tak niesłuszna (której należy unikać), jak i słuszna dyskryminacja (którą należy popierać) osób homoseksualnych. Wyjaśnię to rozróżnienie na przykładzie pewnego znanego mi przykładu z życia. Otóż pewien zaciekły wróg homoseksualizmu udzielał pomocy pewnemu biednemu, bezdomnemu homoseksualiście. Czasami dawał mu pieniądze, a nawet udzielał mu noclegu pod własnym dachem. I w tym aspekcie, człowiek ten unikał „niesłusznej dyskryminacji osób homoseksualnych”. Mimo bowiem swego głębokiego wstrętu wobec sodomii, nie czynił on różnicy w udzielaniu materialnej pomocy tym, którzy jej potrzebowali. Ów człowiek nie pozwoliłby jednak temu homoseksualiście oglądać gejowskiego porno pod swym dachem czy też sprowadzać tam swych kochanków. I w tym sensie była to „słuszna dyskryminacja”. Sam Pan Jezus sugerował nam unikanie podobnej  „niesłusznej dyskryminacji”, gdy mówił, iż powinniśmy dawać jałmużnę temu kto o nią prosi (Mat. 5: 42) oraz by modlić się za tych, którzy są naszymi nieprzyjaciółmi (Mat. 5: 44).

Przechodząc zaś na  płaszczyznę stricte prawną „niesłuszną dyskryminacją osób homoseksualnych” byłoby np. zakazywanie takim ludziom posiadania własności prywatnej, budowania domu, prowadzenia samochodu, itp. Wszystkie te rzeczy są albo realizacją naturalnych praw ludzkich albo też nie mają ścisłego związku z nieuporządkowanymi skłonnościami takich osób. Słuszną dyskryminacją „osób homoseksualnych” byłoby już jednak utrudnianie im możliwości pracy z młodzieżą tej samej płci, uniemożliwianie oficjalnego sankcjonowania ich związków,  zakazywanie promowania ich dewiacji jak również prawne karanie prywatnych aktów homoseksualnych.  Homoseksualiści i lesbijki mają bowiem prawa bardziej jako ludzie, a nie jako osoby pragnące realizować swe zboczone skłonności. Istnieją naturalne prawa należne wszystkim ludziom, ale żaden człowiek nie ma prawa czynić zła, a jeśli już czyni coś sprzecznego z wolą Boga, to państwo nie ma obowiązku otaczania ochroną owych jego konkretnych złych czynów. Sam zresztą kardynał Joseph Ratzinger, który jest „pierwotnym” autorem słów o „unikaniu oznak niesłusznej dyskryminacji wobec osób homoseksualnych”  musiał znać i rozumieć to rozróżnienie, skoro już jako Benedykt XVI zatwierdził tzw. Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego, gdzie w punkcie numer 494 naucza się, że „władze cywilne powinny stosownymi prawami zakazywać rozprzestrzeniania się ciężkich wykroczeń przeciw czystości” (wśród których wymienione są również czyny homoseksualne). Wcześniej zresztą, kardynał Ratzinger, w dokumencie Kongregacji Nauki Wiary „Omosessualit” precyzował rozróżnienie pomiędzy sprawiedliwą i niesprawiedliwą dyskryminacją homoseksualistów i lesbijek: „Istnieją dziedziny, w których nie jest przejawem niesprawiedliwej dyskryminacji uwzględnienie skłonności seksualnej, na przykład gdy chodzi o adopcję dziecka lub powierzenie go opiekunom, zatrudnienie nauczycieli lub trenerów sportowych, służbę wojskową. Osoby homoseksualne, jako osoby ludzkie, mają te same prawa co wszyscy ludzie, w tym prawo do takiego traktowania, które nie uwłacza ich godności osobistej. Obok innych praw wszyscy ludzie mają prawo do pracy, mieszkania itd. Nie są to jednak prawa absolutne. Mogą zostać słusznie ograniczone ze względu na obiektywne nieuporządkowane zachowania zewnętrzne. Jest to nie tylko dopuszczalne, ale konieczne. Co więcej, zasada ta dotyczy nie tylko przypadków zachowań zawinionych, ale także działań osób chorych fizycznie lub umysłowo. Jest zatem przyjęte, że państwo może ograniczyć możliwość korzystania z pewnych praw, na przykład osobom cierpiącym na chorobę zakaźną lub umysłową, by chronić dobro wspólne” (tamże: n. 11-12).

 

Na sam koniec przypatrzmy się temu, czy karanie czynnych homoseksualistów musi być sprzeczne z okazywaniem im miłości? Tylko ckliwe i libertyńskie rozumienie miłości do bliźniego z zasady wyklucza karanie ich złych czynów. Tradycyjnie chrześcijańskie pojmowanie miłości nie wyklucza karania tych, których się kocha, ale przeciwnie traktuje to jako jedną z oznak tej postawy. Czy bowiem rodzic, który prawdziwie kocha swe dzieci, nigdy ich nie karze? A może jednak, właśnie dlatego, że je miłuje, czasami – dla ich dobra – także je karze? Oczywiście, że autentyczna miłość zakłada, że dla dobra kochanych czasami karze się też zło przez nich popełniane. Władze cywilne, na swój sposób, pełnią w społeczeństwie funkcję ojcowską, więc również z miłości do czynnych homoseksualistów, powinny ich karać, aby próbować ich poprawić i chronić innych przed ich deprawującym działaniem.