Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Prosty powód dla którego komercyjne i publiczne walki bokserskie są grzeszne

Przeciwko zawodowym, publicznym i komercyjnym pokazom walk bokserskich oraz MMA można by podawać wiele argumentów. Myślę jednak, że jeden z nich jest bardzo ważny, a być może nawet podstawowy. Otóż, wedle tradycyjnej wykładni Bożego przykazania „Nie zabijaj” podawanej nam przez Magisterium Kościoła, zakazane jest nie tylko uśmiercanie kogoś, ale również ranienie bliźniego swego (lub siebie samego).

O tej zasadzie nauczał chociażby papież Leon XIII w liście „Pastoralis offici” z dnia 12 września 1891 roku:

Obydwa rodzaje prawa Bożego, zarówno to, które rozpoznajemy w świetle naturalnego rozumu, jak też to, które zostało obwieszczone w księgach spisanych pod Bożym natchnieniem, wyraźnie zakazują, aby nikt poza publiczną sprawą sądową nie pozbawiał kogokolwiek życia, ani go ranił, chyba że został zmuszony do tego koniecznością obrony samego siebie” (podkreślenie moje – MS).

Także Katechizm św. Piusa X uczy o tym w następujących słowach:

„zakazane jest nie tylko zabijanie, ale również dobrowolne zadawanie ran samemu sobie, albo innym” (tamże: cz. III, V Przykazanie, pyt. 9).

Choć więc w boksie i MMA statystycznie rzecz biorąc do wypadków śmiertelnych dochodzi rzadko i  nie można  powiedzieć, że ich celem jest zabijanie się przeciwników na ringu, to sporty te są nie do obronienia w świetle faktu, iż wzajemne ranienie się w trakcie takowych jest nie do uniknięcia. Bicie się bowiem pięściami po głowie i innych częściach ciała, po prostu musi powodować różnego rodzaju (w tym krwawe) zranienia. I nie jest to bynajmniej „efekt uboczny” tych sportów, gdyż owe właśnie na tym polegają. Innymi słowy, normalnym, a nie nadzwyczajnym, skutkiem bicia się dwóch silnych i dorosłych mężczyzn będą poniesione przez nich krwawe rany lub poważne, wewnętrzne uszkodzenia. I nie jest to bynajmniej sytuacja porównywalna ze skaleczeniem się nożem w trakcie krojenia marchewki czy też zwichnięciem sobie nogi w skutek pracy na budowie.

Oczywistym jest też, że boks zawodowy oraz MMA nie jest ranieniem innych na mocy wyroku sądowego, czy też na podstawie „bycia zmuszonym do tego koniecznością obrony samego siebie”. Powody, dla których organizowane są pokazy tych walk są bowiem błahe, gdyż chodzi w nich o dostarczenie publiczności dość prymitywnej, by nie powiedzieć, że barbarzyńskiej rozrywki (co jest zresztą kolejnym ważnym powodem, dla którego trzeba te sporty ganić). Nawet zaś, jeśli bokserzy i zawodnicy MMA czują się zmuszeni do czynienia swego fachu poprzez „ekonomiczną konieczność”, brak innych zawodowych umiejętności, etc., to kryterium owe nie może być porównywane z bezpośrednią koniecznością obrony siebie przed niesprawiedliwą agresją fizyczną (która czyni moralnym zabicie lub zranienie napastnika). Nikt (lub prawie nikt) nie musi bowiem stawać do walki na ringu, by bronić swego życia i wystarczy po prostu odmówić bicia się z przeciwnikiem, by zachować swe życie i cielesną integralność. Poza tym, lepiej jest żebrać o chleb na ulicy, aniżeli zarabiać pieniądze poprzez bezpośredni udział w dostarczaniu społeczeństwu tej chorej i krwawej rozrywki.