Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy głosowanie na mocno niedoskonałego polityka jest wyborem „mniejszego zła”?

W kontekście różnych wyborów politycznych przed którymi nieraz musimy jako obywatele stawać, bardzo często pojawia się twierdzenie, iż oddając swój głos na danego polityka „wybiera się mniejsze zło”. Mówiący tak mają bowiem świadomość tego, iż człowiek, którego oni wybrali wyznaje niejeden błędny pogląd, odznacza się niejedną wadą charakteru, jednak jego kontrkandydat był jeszcze gorszy pod tym względem. Twierdzenie zatem, iż wybiera się w ten sposób mniejsze zło, jest więc zrozumiałym sposobem myślenia. Tym nie mniej, jest to jednak również bardzo niebezpieczny sposób mówienia i powinno się takowej formuły słownej unikać.

Po pierwsze bowiem; wybiera się człowieka, a nie jakiś abstrakt, czynność, zachowanie, konstrukt filozoficzny. Gdyby ktoś zamiast morderstwa niewinnego popełnił cudzołóstwo, to mógłby pisać o tym, że „wybrał mniejsze zło” (co oczywiście byłoby i tak niedopuszczalne i niemiłe Bogu), ale niezwykle dziwne jest pisanie o wybieraniu mniejszego zła w sytuacji, gdy wybieramy nie określone zachowanie, ale określonego człowieka. Człowiek zaś to nie „mniejsze” czy „większe zło”. Każdy człowiek ma w sobie tak pewne cnoty, jak i pewne wady, błędy oraz grzechy. Owszem, jak ktoś się uprze może mówić ze względu na te wady, błędy i grzechy, że wybierając danego człowieka, „wybrał mniejsze zło„, ale czy taka osoba będzie konsekwentna i np. w odniesieniu do wyboru swego współmałżonka też powie: „Wybrałam/wybrałem mniejsze zło” (bo przecież ów na pewno jakieś grzechy i wady posiadał)? Czy może jednak powie: „Wybrałem/wybrałam Aśkę/Janka”?
Mówienie zatem w kontekście konkretnych ludzi, że wybiera się w ten sposób „mniejsze zło” jest co najmniej dziwaczne i filozoficznie problematyczne.

 

Po drugie; skoro mówi się, że wybiera się w – dajmy na to – w wyborach prezydenckich „mniejsze zło” to sugeruje się w ten sposób, że jakiś inny  kandydat mógłby być ideałem. Co oczywiście, praktycznie jest niemożliwe. Każdy człowiek w mniejszym bądź większym zakresie błądzi i grzeszy i dotyczy to również choćby najbardziej chrześcijańskich oraz konserwatywnych polityków i działaczy społecznych.

 

Po trzecie i co najważniejsze; mówienie, iż „wybierze się mniejsze zło” jest bliskim herezji sposobem mówienia. Być może co do istotnej treści, którą dany człowiek ma na myśli wypowiadając takie słowa nie kryje się tu zasadniczy błąd, jednak już same używanie takiej formuły jest zwodnicze i miesza ludziom w głowach. Zgodnie z nauczaniem katolickim NIGDY nie mamy bowiem moralnego prawa CZYNIĆ mniejszego zła. Mamy moralne prawo TOLEROWAĆ mniejsze zło, ale nie je osobiście czynić. Papież Paweł VI tak referował tradycyjne nauczanie katolickie na ów temat: „W rzeczywistości (…) chociaż wolno niekiedy tolerować mniejsze zło moralne dla uniknięcia jakiegoś większego zła lub dla osiągnięcia większego dobra, to jednak nigdy nie wolno, nawet dla najpoważniejszych przyczyn, czynić zła, aby wynikło z niego dobro. Innymi słowy, nie wolno wziąć za przedmiot pozytywnego aktu woli tego co ze swej istoty narusza ład moralny – a co tym samym należy uznać za niegodne człowieka – nawet w wypadku, jeśli zostaje to dokonane w zamiarze zachowania lub pomnożenia dóbr poszczególnych ludzi, rodzin lub społeczeństw” („Humanae vitae”, n. 14).

Kiedy jednak się ciągle słyszy o tym, że ktoś „wybierze mniejsze zło„, że czasami „trzeba wybrać mniejsze zło„, etc, łatwo wówczas nabrać przekonania i mentalności, iż rzeczywiście należy czynić coś mniej złego, by oddalić w ten sposób coś bardziej złego lub by osiągnąć większe dobro (czyli np. kłamać by utrzymać pracę, prostytuować się by nie głodować samemu lub by nakarmić swe dzieci, etc.). Takie przekonanie jest jednak herezją. Co innego jest samemu czynić mniejsze zło, a co innego jest je znosić/tolerować u innych. W kontekście zaś wyborów prezydenckich jeżeli już ktoś chce koniecznie używać wobec ludzi podobnego języka, to niech nie mówi, że „wybiera mniejsze zło„, ale że „toleruje mniejsze zło„. Czyli wybiera kandydata, który wedle niego ma więcej dobrych cech i poglądów, a te jego złe cechy i poglądy ze smutkiem znosi, czyli toleruje, bo i tak nie ma większych możliwości, by je zmienić.

 

Szanujmy więc język i pojęcia, bo używając takowych w niewłaściwy sposób, można łatwo namieszać ludziom w głowach i co gorsza skłaniać ich do niemoralnego postępowania w życiu osobistym.