Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy ewolucja i ewolucjonizm dadzą się pogodzić z chrześcijaństwem? ( 15 pytań i odpowiedzi)

Teoria ewolucji  w ciągu ostatnich 150 lat z pewnością wywarła wielki wpływ na świadomość rzesz ludzi. Można powiedzieć, iż zmieniła ona historię  ludzkiej filozofii, pojęć religijnych, moralności, a nawet kultury, polityki i prawa. Wyjmując może przypadek Stanów Zjednoczonych, gdzie wciąż duża część mieszkańców tego kraju nie wierzy w ewolucję, w obrębie naszego kręgu kulturowego przyznawanie się do niepodzielania tej teorii uchodzi za przysłowiowy „obciach”, czyli coś do czego kulturalny i będący „na poziomie” człowiek nie powinien się przyznawać. Brak wiary w tę naukę jest wszak przyrównywany do podzielania opinii, iż ziemia jest płaska albo, że podtrzymywana jest ona przez cztery krokodyle. Co ciekawe niepodzielanie wiary w ewolucję uznawane jest za dowód śmiesznego nieuctwa i ignorancji nie tylko przez powszechnie podzielających tę teorię ateistów i agnostyków, ale również przez wielu katolików, którzy w swej dużej części dali sobie wmówić, że biblijnego opisu stworzenia świata przez Boga nie należy rozumieć jako dosłownie dziejącą się niegdyś historię, ale jako poemat i bajkę spisaną na potrzeby wyobrażeń prymitywnych ludów, do których adresowane było niegdyś Pismo święte, a sama Biblia nie ma absolutnie nic do powiedzenia na temat historii, geografii czy biologii.

W niniejszym tekście, w popularnej formie pytań i odpowiedzi postaram się wyjaśnić, na czym polega problem z teorią ewolucji i dlaczego nawet tak zwana teistyczna ewolucja powinna być w świetle nauki katolickiej uważana za ze wszech miar wątpliwą koncepcję.

 

Pytanie nr 1: Dlaczego teoria (makro)ewolucji jest powszechnie przyjmowana wśród osób niewierzących?

Dzieje się tak w dużej mierze dlatego, iż teoria ta dawała i wciąż daje nie-religijną i nie-teistyczną alternatywę dla wiary w to, iż to Bóg stworzył świat, przyrodę, zwierzęta i ludzi. Co prawda, teoria ewolucji w bezpośredni sposób nie dotyczy tego, czy Bóg był potrzebny w tymże procesie, pomijając ten aspekt milczeniem, jednak daje ona ateistom i agnostykom koncepcję świata, w której to niepotrzebny jest Stwórca. Stąd też prawdopodobnie 100 procent ateistów i niemal tyle samo agnostyków, mimo, że w swej ogromnej większości (jak zresztą ogromna część innych ludzi) nie posiada odpowiedniego zasobu wiedzy i kompetencji naukowych, by móc samodzielnie zbadać i ocenić wiarygodność przytaczanych „dowodów” oraz poszlak na rzecz teorii ewolucji, wierzy naukowcom popierającym ową koncepcję. Po prostu, ewolucja pasuje do ich, pozbawionej Boga Stwórcy, wizji świata.

Warto zresztą przypomnieć, iż sam twórca tej teorii, czyli Karol Darwin, jeszcze przed opublikowaniem swego dzieła „O pochodzeniu gatunków” zaczął odnosić się z dużą niechęcią do chrześcijaństwa twierdząc, iż „z trudem może zrozumieć” jak owa religia „może być postrzegana jako prawda”, „przestał wierzyć w chrześcijaństwo jako Boskie objawienie”, a „Stary Testament jest w oczywisty sposób fałszywy” [1].

 

Pytanie nr 2: Czym jest tzw. teistyczna ewolucja?

Mimo, że teoria ewolucji w naturalny sposób pasuje do doktryny ateistycznej, zwłaszcza wśród katolików, popularność zdobyła koncepcja tzw. teistycznej ewolucji. Owa nauka kwestionując tradycyjnie chrześcijańską, a zasadniczo dosłowną wykładnię biblijnego opisu stworzenia, twierdzi, iż ów opis nie był spisaniem prawdziwej historii, ale stanowi swego rodzaju poemat, w którym autor zebrał różne pochodzące od pogańskich ludów teorie stworzenia świata i przedstawił je wciąż prymitywnie myślącym i rozumującym Żydom, by ci mogli wyciągnąć z tego „poematu” jakieś duchowe lekcje. Od bardziej tradycyjnie pojmowanej teorii ewolucji jej teistyczna wersja różni się tym, iż Panu Bogu przypisuje autorstwa dokonujących się w świecie przyrody procesów makro-ewolucyjnych oraz, że widzi w owych procesach pewną celowość, nie zaś ślepy przypadek i chaos.

 

Pytanie nr 3: Jaka jest dosłowna nauka Pisma świętego na temat stworzenia świata, przyrody, zwierząt i ludzi?

W pierwszych trzech rozdziałach Księgi Rodzaju naucza się m.in., iż poszczególne gatunki zwierząt zostały stworzone „wedle swych rodzajów” (Rodz. 1: 21; 25), pierwszy człowiek Adam został przez Boga ulepiony z prochu ziemi (Rodz. 2: 7), pierwsza niewiasta Ewa powstała z żebra Adama (Rodz. 2:22), zaś cały proces stworzenia został przez Boga przeprowadzony w sześciu odcinkach czasowych zwanych dniami (Rodz. 1: 5 – 2,2). Ponadto, wedle Pisma świętego wszyscy ludzie pochodzą od jednej pary rodziców (Rodz. 3:20; 1 Koryntian 15: 45), a grzech i śmierć nie zostały uczynione przez Boga (Mądrości 1: 13 – 14) weszły na świat po tym, jak Adam zgrzeszył (Rzymian 5: 12 – 14; 16 – 19), zaś sama postać Adama i jego grzechu jest na kartach tej Księgi przywoływana wielokrotnie i to nie w sposób, który wskazywałby, że chodzi tu o jakąś metaforę czy symbolikę.

Niemal wszystkie z tych nauk Pisma świętego są albo nie do pogodzenia z teorią ewolucji, albo też mogą być z nią pogodzone co najwyżej na zasadzie piętrowych i niezbyt logicznych kombinacji myślowych. I tak np. biblijny opis stworzenia zwierząt „wedle ich rodzajów” przeczy twierdzeniu zwolenników ewolucji o tym, iż poszczególne gatunki istot zwierzęcych przekształcały się z jednego rodzaju  w zupełnie inny. Wiara w to, że Adam został przez Boga stworzony z prochu ziemi nie zgadza się z podstawową tezą ewolucji, jakoby ludzie powstali z małp (a wcześniej z jeszcze niższych istot). Oczywiście nie da się też tego pogodzić z nauką Biblii o powstaniu Ewy z żebra Adama. To, iż śmierć i grzech weszły na świat w wyniku grzechu naszych pierwszych rodziców jest co najmniej bardzo trudne do uzgodnienia z nauką ewolucji wedle której powstanie człowieka poprzedziło miliardy śmierci różnych istnień. Podobną trudność sprawia wiara w to, iż wszyscy ludzie pochodzą od Adama i Ewy, gdyż aby uzgodnić to z ewolucją trzeba by przyjąć dziwny i nielogiczny dla tej koncepcji wniosek, że w takim razie Bóg tylko dwie małpy przemienił w ludzi. Jedynym elementem teorii ewolucji, który przy bardziej dosłownej wykładni Pisma św. da się jeszcze jakoś w miarę spójnie wybronić jest twierdzenie, iż nasza planeta ziemia liczy sobie więcej niż 6 tysięcy do 10 tysięcy lat. Hebrajskie słowo „Yom”, które tłumaczone jest w naszym języku jako „Dzień” nie musi bowiem oznaczać dokładnie 24-godzinnych odcinków czasowych, ale może też znaczyć dłuższe okresy czasu. Można więc przyjąć tezę, iż Bóg stwarzał się świat w dłuższych niż 24-godzinne odcinki czasu sześciu odrębnych etapach czasowych. I w tym jednak wypadku należałoby odróżnić wiek ziemi, która rzeczywiście może być znacznie starsza niż 6 tysięcy lat od wieku ludzkości, która liczy sobie nie więcej niż 10 tysięcy lat.

 

Pytanie numer 4: Czy dosłowne interpretowanie Pisma świętego (w tym Księgi Rodzaju) nie jest domeną i specyfiką fundamentalistycznych protestantów?

A czy w takim razie domeną fundamentalistycznych protestantów nie jest potępianie aborcji, homoseksualizmu albo „Halloween” jako pogańskiego i okultystycznego święta? To, że protestanci mylą się i błądzą w pewnych kwestiach nie oznacza, że nie mają racji w wielu sprawach. W istocie zaś rzeczy Magisterium Kościoła wiele fragmentów Pisma świętego interpretuje w mniej lub bardziej dosłowny sposób. Oczywiście, nie można powiedzieć, że dokładnie cała Biblia nadaje się do dosłownej i literalnej jej wykładni, gdyż są w niej pewne fragmenty, których interpretacja musi być przede wszystkim symboliczna i metaforyczna (np. „drzewa klaszczące w dłonie” czy „wyłupienie sobie oka, jeśli jest przyczyną do grzechu”). Jednak nie zmienia to faktu, że duża część z objawionych w Piśmie świętym prawd jest wykładana przez Kościół w sposób dosłowny – vide: narodzenie Pana Jezusa z dziewicy Maryi, cuda i śmierć Chrystusa na krzyżu, Jego zmartwychwstanie, przemiana chleba i wina w Ciało i Krew Pańską, itd. Jak to zostanie pokazane niżej, również biblijny opis stworzenia był interpretowany przez Magisterium Kościoła jako zasadniczo dosłowny opis realnie zaistniałych zdarzeń historycznych.

 

Pytanie numer 5: Czy odrzucenie ewolucji i dosłowne interpretowanie Pisma świętego nie uwiarygadnia kazirodztwa?

Owszem dosłowne rozumienie biblijnego opisu stworzenia w nieuchronny sposób pociąga za sobą wiarę w to, iż w początkowym okresie historii ludzkości ludzie musieli rozmnażać się poprzez związki małżeńskie zawierane pomiędzy braćmi i siostrami. Najwyraźniej było to wówczas dozwolone i aprobowane przez Boga, gdyż ludzkie geny nie były jeszcze wówczas tak skażone przez skutki grzechu pierworodnego jak w późniejszym czasie. Jednak później Pan Bóg zakazał tej praktyki zapewne ze względu na zmieniające się okoliczności (bardziej zdegenerowane geny człowieka i powstające w skutek tego komplikacje).

 

Pytanie numer 6: Czyż Pismo święte nie powinno być traktowane jako przewodnik na drodze wiary i moralności, nie zaś podręcznik do biologii, geografii i historii?

Biblia owszem nie jest podręcznikiem do historii, biologii czy geografii, ale to nie znaczy, że gdy dotyka tych kwestii to może na ich temat się mylić. W istocie rzeczy Magisterium Kościoła uczy, że Pismo święte jest całkowicie nieomylne i bezbłędne również wówczas, gdy wypowiada się na sprawy inne niż te bezpośrednio dotyczące wiary i moralności [2]. Choć styl, w którym Biblia mówi o kwestiach z zakresu nauk świeckich może różnić się od specjalistycznego tonu, w jakim zredagowane są różne podręczniki czy wykładu, owa okoliczność nie implikuje jeszcze pomyłek biblijnych autorów na ów temat. Można to porównać z sytuacją, gdy czyjaś babcia opowiadała swemu wnukowi zdarzenia z II wojny światowej. To, że mogła ona używać pewnych potocznych wyrażeń, stawiać akcenty na różne wydarzenia i wątki inaczej niż robiłby to profesor historii nie oznacza jeszcze, że babcia w swym przekazie musiała popełniać błędy czy pomyłki.

Poza tym, gdy bliżej przyjrzymy się różnym prawdom wiary i moralności objawionym oraz nauczanym przez Pismo św. to widzimy, iż nieraz są one mocno związane z biologią, historią czy geografią. Przykładowo, narodziny Chrystusa z dziewicy Maryi są tak prawdą z porządku wiary, jak i stwierdzeniem pewnego wydarzenia o charakterze biologicznym. Z kolei, element „Credo” uczący, iż Pan Jezus „został umęczony pod Ponckim Piłatem” tyczy się tak wiary, jak i konkretnego wydarzenia historycznego. Zaś stwierdzenia Biblii, iż Mesjasz narodził się w Betlejem, przez pewien czas żył w Egipcie, by później wrócić znów z rodzicami do Palestyny dotykają też kwestii geografii. Nie da się więc tak łatwo, jak chcieliby to niektórzy oddzielić tego co Pismo św. mówi na temat wiary i moralności od ujętych w niej szczegółów, faktów i okoliczności tyczących się biologii, historii oraz geografii.

 

Pytanie numer 7: Czy nie powinno się przyjąć teorii ewolucji w imię zasady niesprzeczności wiary z rozumem?

Ewolucja nie jest dowiedzionym faktem ani łatwą do rozumowego sprawdzenia biologiczną prawidłowością, ale stanowi ona naukową teorię opartą na daleko posuniętych interpretacjach różnych bardzo starych szczątków ludzkich oraz zwierzęcych kości. W rzeczywistości przyjęcie ewolucji za prawdę wymaga od przeciętnych ludzi znacznie większej wiary niż tej, którą trzeba okazać w to, iż Pismo święte jest wiarygodne, Chrystus umarł i zmartwychwstał, a Apostołowie byli faktycznie istniejącymi ludźmi. W odróżnieniu bowiem od tego drugiego zestawu prawd za ewolucją nie przemawiają żadne spisane świadectwa naocznych świadków jej zaistnienia, lecz opiera się ona na – mówiąc potocznie – stosach różnych starych kości będących zwykle tylko małymi fragmentami układu szkieletowego, do których to dorabia się wielopiętrowe interpretacje oraz utrzymane w naukowym żargonie wywody badaczy. Tymczasem jednak my nie mamy wierzyć w dosłowność Biblii, ale w to, iż większość naukowców z pewnością nie pomyliła się w swych interpretacjach bardzo starych i szczątkowych znalezisk.

Należy odróżnić poglądy i interpretacje reprezentowane przez większość świata naukowego od rzeczywistego stanu rzeczy. Pomiędzy oboma nie ma absolutnego znaku równości. Widać to choćby na przykładzie faktu, iż poglądy naukowców nieraz zmieniały się na różne kwestie. Na przykład jeszcze w XIX wieku wielu lekarzy doradzało zażywanie kokainy, dziś zaś powszechnie się odradza stosowanie tego specyfiku. Podobnie przez wiele wieków świat naukowy zgadzał się z Pismem świętym, iż homoseksualizm jest dewiacyjną skłonnością i zachowaniem, jednak od lat 70-tych XX wieku większa część wypowiadających się na temat naukowców zaczęła określać ową przypadłość w kategoriach normalności. Widać więc, że poglądy i interpretacje świata nauki nie są bezbłędne oraz nieomylne – w przeciwieństwie do Pisma świętego.

O sprzeczności zaś wiary z rozumowym rozeznaniem można by mówić w przypadku kwestionowania oczywistych bądź łatwych do zweryfikowania twierdzeń typu: „Trawa jest zwykle zielona„, „W skutek obżarstwa często ma się problemy żołądkowe„, „W listopadzie na ogół jest zimno” albo „Adolf Hitler był kanclerzem III Rzeszy„, nie zaś teorii ewolucji, która do tego rodzaju faktów żadną miarą nie należy.

 

Pytanie numer 8: Czy nie jest nadużyciem powiedzieć, iż przyjęcie teorii ewolucji w naturalny sposób doprowadziło do powstania takich doktrynalnych i moralnych wypaczeń jak eugenika, nazizm, ludobójstwo na tle rasistowskim albo tzw. głęboka ekologia?

A czy byłoby intelektualnie uczciwe powiedzieć, że wymyślona przez Marksa doktryna nie miała nic wspólnego z tym, co później czynili Lenin, Stalin, Mao albo Pol Pot? Czy się to komuś podoba czy nie, w teorii ewolucji zawarte są twierdzenia, które w logiczny i naturalny sposób prowadzą do usprawiedliwiania wyżej wymienionych nadużyć. Wedle ewolucji istoty silniejsze i bardziej przystosowane wypierają istoty słabsze, kalekie, etc. Stąd już tylko krok do różnorodnych programów selekcji eugenicznej, które jakoś tak się „dziwnie” złożyło zaczęły być wymyślane i wcielane w życie wraz z upowszechnieniem się teorii ewolucji, trwając w różnych krajach aż do czasu, gdy nie skompromitował ich sam Adolf Hitler. Karol Darwin w swym podstawowym dla jego teorii dziele „O pochodzeniu gatunków” twierdził, że w przeciągu kilkudziesięciu lat dzikie rasy ludzkie wytępią rasy wyższe [3]. Jeden ze zwolenników jego teorii – co prawda myśląc, iż reprezentuje rasę wyższą, a nie dziką – próbował dokonać czegoś podobnego w l. 1939 – 1945. Wedle wewnętrznej logiki teorii ewolucji różne zwierzęta, poczynając od małp, a na muchach kończąc są naszymi mniej lub bardziej dalekimi kuzynami. Czy można się więc dziwić, iż na tej bazie powstają doktryny zakładające brak istotnych różnic pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem, domagające się dla zwierząt praw zbliżonych do tych, które przyznaje się ludziom?

Oczywiście, ktoś może się uprzeć i twierdzić, że przytoczone wyżej fałszywe doktryny oraz postawy są tylko wypaczeniami teorii ewolucji, ale czy naprawdę będzie to z jego strony uczciwe intelektualnie podejście?

 

Pytanie numer 9: Czy św. Augustyn popierał teorię teistycznej ewolucji?

Nie można tego powiedzieć. Co prawda, ów święty należał do tych bardzo nielicznych Ojców i Doktorów Kościoła, którzy traktowali trzy pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju w sposób niedosłowny, ale jego interpretacja na ów temat różniła się w sposób znaczący od twierdzeń zwolenników teistycznej ewolucji. Święty Augustyn twierdził bowiem, iż Pan Bóg stworzył wszystkie rzeczy i istnienia w jednym akcie w stanie zalążkowym, jednakże z uprzednim już ich podziałem na poszczególne rodzaje. Wedle Augustyna poszczególne istoty zostały stworzone w postaci zalążkowych ziaren, które później dojrzewały, aby osiągnąć pełnię swych natur. Nie oznaczało to jednak przekształcanie się jednego rodzaju w inny rodzaj stworzenia, ale wzrastanie w obrębie własnej natury. Tymczasem teistyczna ewolucja zakłada, iż wzrastanie oraz dojrzewanie polega na przechodzeniu z jednego rodzaju w drugi.

 

Pytanie numer 10: Czy różne wypowiedzi Magisterium Kościoła (w okresie przed Soborem Watykańskim II) „de facto” odrzucały teorię ewolucji?

Tak. Przykładowo papież Pelagiusz I w swym uroczystym wyznaniu wiary zadeklarował:
Wyznaję (…) że wszyscy ludzie od Adama i następni, którzy narodzili się i umarli aż do skończenia świata zmartwychwstaną i staną przed sądem Chrystusa, razem z Adamem i jego żoną, którzy nie narodzili się z innych rodziców, ale zostali stworzeni: jedno z prochu ziemi, a drugie z boku mężczyzny” [4].

Z kolei Sobór w Vienne nauczał, że Kościół został ukształtowany z wody i krwi wypływających z boku Chrystusa, tak, jak Ewa została ukształtowana z boku pogrążonego we śnie Adama.

W Katechizmie Soboru Trydenckiego czytamy zaś:

Na końcu Bóg ukształtował człowieka z prochu ziemi (…) Kiedy Adam był pogrążony we śnie (Bóg) wziął jedno z jego żeber i uzupełnił to miejsce ciałem. Następnie z żebra, które wyjął Adamowi, Pan Bóg uformował kobietę„.

Odbywający się w 1860 roku, co prawda lokalny, ale zatwierdzony przez papieża bł. Piusa IX, synod kościelny w Kolonii stwierdzał co następuje:
Nasi pierwsi rodzice zostali utworzeni bezpośrednio przez Boga. Dlatego orzekamy, że opinia tych, którzy nie boją się twierdzić, iż ten ludzki byt co do ciała, pojawił się w końcu na drodze samoczynnej ciągłej przemiany natury mniej doskonałej ku doskonalszej, sprzeciwia się wprost Pismu Świętemu i wierze” [5].

Leon XIII zaś w encyklice „Arcanum divinae sapientiae” do „znanych wszystkim i niewątpliwych rzeczy” zaliczył to, iż:

Bóg w szóstym dniu uczynił człowieka z mułu ziemi i tchnął w jego oblicze tchnienie żywota, postanowił dać mu towarzyszkę, którą wywiódł w cudowny sposób podczas snu męża z jego boku” [6].

Jedną z bardziej istotnych wypowiedzi Magisterium Kościoła na temat ewolucji było orzeczenie Papieskiej Komisji Biblijnej z dnia 30 czerwca 1909 roku, w którym jednoznacznie zganiono następujące twierdzenia:
– różne systemy egzegetyczne powstałe w celu wykluczenia sensu dosłownego historycznego pierwszych trzech rozdziałów Księgi Rodzaju opierają się na solidnych podstawach.

–  wolno nauczać, jakoby trzy pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju zawierały opowiadania o rzeczach, które naprawdę nie miały miejsce i nie odpowiadają rzeczywistości obiektywnej oraz historycznej będąc  baśniami albo alegoriami i symbolami.

– szczególny sens literalny i historyczny wspomnianych rozdziałów Pisma świętego może być poddany w wątpliwość między innymi co takich faktów jak: stworzenie przez Boga wszystkich rzeczy na początku czasu; stworzenie w szczególny sposób człowieka; utworzenie pierwszej niewiasty z pierwszego człowieka [7].

Dodajmy, że papież św. Pius X nadał orzeczeniom powyższej Komisji szczególną rangę doktrynalną zobowiązując katolikom do przyjmowania jej nauczania w sumieniu pod karą grzechu ciężkiego (dopiero w 1971 roku Paweł VI obniżył powagę owej rzymskiej dykasterii).

 

Pytanie numer 11: Czy Pius XII stwierdził, iż teoria ewolucji nie jest sprzeczna z nauką katolicką oraz chrześcijaństwem?

Nie jest to prawdą. Papież ów nie poparł teorii ewolucji, a jedynie pozwolił na podzielanie niektórych aspektów takowej przez katolików, dodając przy tym, iż lekkomyślnym nadużyciem jest stawianie sprawy pochodzenia ciała człowieka z materii organicznej tak, jakby było to już z pewnością udowodnione, a Objawienie Boże nie zawierało w tej kwestii niczego skłaniającego do wielkiego umiaru i ostrożności. Zacytujmy zresztą ów ustęp encykliki „Humani generis”, w której Pius XII wyraził zreferowaną wyżej myśl:

„Dla tych powodów Kościół nauczający nie zabrania uczonym i teologom polemiki nad doktryną ewolucjonizmu, według dzisiejszego stanu nauk przyrodniczych i teologicznych. Gdy się mianowicie bada problem pochodzenia ciała ludzkiego z materii istniejącej uprzednio i organicznej; bo uznanie bezpośredniego stworzenia dusz przez Boga nakazuje nam wiara katolicka. Swoboda jest dopuszczalna pod warunkiem wszakże, że będzie się z należną powagą, umiarem i opanowaniem rozważać i oceniać dowody i zwolenników i przeciwników ewolucjonizmu. Z tym też, by wszyscy byli gotowi poddać się zadaniu Kościoła, któremu Chrystus zlecił zadanie autentycznej interpretacji Ksiąg świętych i obrony dogmatów wiary (przemówienie Ojca św. do członków Akademii Nauk z 30 listopada 1941r. , AAS, t. XXXIII, str. 506). Tej jednak swobody roztrząsań naukowych niektórzy nadużywają lekkomyślnie, tak sprawę stawiając, jak gdyby pochodzenie ciała człowieka z materii organicznej było już z pewnością udowodnione z materiałów dotychczas znalezionych i z wniosków z tychże materiałów wypływających i jak gdyby z drugiej strony źródła Objawienia nic nie zawierały, co by wymagało w tej sprawie wielkiego umiaru i ostrożności” .

Jednocześnie, w tym samym dokumencie Pius XII odrzucił teorię poligenizmu, która to teza w mocny sposób wiąże się z ewolucją:

„Jeśli zaś chodzi o inna hipotezę, mianowicie poligenizm, to synowie Kościoła wcale już nie mają podobnej wolności. Nie wolno bowiem wiernym przyjmować opinii, której zwolennicy twierdzą, że po Adamie istnieli na ziemi ludzie nie pochodzący od niego, jako prarodzica, drogą naturalnego rozmnażania się, lub że Adam oznacza pewną liczbę prarodziców. Okaże się bowiem całkiem niemożliwe, jakby się dało pogodzić taką teorię z nauką źródeł prawdy Objawionej i dokumentów Kościoła Nauczającego o grzechu pierworodnym, który pochodzi z grzechu rzeczywiście popełnionego przez jednego Adama i przeszczepiany rodzeniem na wszystkich jest zarazem wrodzonym grzechem własnym każdego człowieka (Rz 5, 12 –19, Sobór Trydencki, seria V, kan. 1-4)”.

Pius XII co prawda więc wykonał pewien krok wstecz w odniesieniu do wcześniejszych wypowiedzi Magisterium, które jawnie bądź „de facto” odrzucały ewolucję, jednak nie powiedział on: „Teoria ewolucji jest OK” albo „Nie ma żadnego problemu z pochodzeniem człowieka od zwierząt. Bóg posłużył się tym stwarzając pierwszą istotę ludzką„. Po prostu, papież ten nie zabronił katolikom podzielania niektórych z tez teorii ewolucji, ale wcale nie zasugerował, że sam ją popiera, lecz przeciwnie wyraził przy tym swą dużą ostrożność i rezerwę.

 

Pytanie numer 12: Czy fakt, iż wśród współczesnych teologów katolickich dominuje poparcie dla teorii ewolucji stanowi mocną przesłankę na rzecz jej prawowierności? 

Nawet zdecydowana większość żyjących w ciągu dwudziestu wieków teologów katolickich mogła się mylić w tej czy innej sprawie (choć to akurat jest mało prawdopodobne). O ileż więc większe jest prawdopodobieństwo błędu i omyłki w sytuacji, gdy dany pogląd stanowi co prawda większość wśród teologów, ale teolodzy ci reprezentują jakieś 70 – 80 lat historii myśli teologicznej, a nie jej 2000 lat. Ponadto, możliwość błądzenia wzrasta tu, gdy zważy się na to, iż dany popularny pośród teologów danego czasu pogląd jest sprzeczny z wcześniejszym wielowiekowym nauczaniem Ojców i Doktorów Kościoła, a także  wysokiej rangi wypowiedziami papieży, soborów i synodów.

 

Pytanie numer 13: Czy można powiedzieć, że poparcie dla tzw. teistycznego ewolucjonizmu jest jednym z przejawów potępionej przez św. Piusa X teologii modernistycznej?

Tak, gdyż jednym z wyróżników owej teologii było kwestionowanie absolutnej bezbłędności i nieomylności Pisma św., a także tendencja do sprowadzania nauk owej świętej Księgi do zbioru mitów, baśni, symboli z jak najczęstszym szukaniem w niej niedosłownej i metaforycznej zamiast dosłownej i literalnej jej wykładni.

Poza tym, jednym z gorliwych propagatorów teorii ewolucji na gruncie teologii katolickiej był jezuita Teilhard de Chardin, którego pisma trafiły na Indeks Ksiąg Zakazanych.

 

Pytanie numer 14: Czy trzej ostatni papieże (Jan Paweł II, Benedykt XVI, Franciszek) poparli teorię ewolucji?

Można tak powiedzieć. Narastające wśród teologów katolickich wsparcie dla teorii ewolucji w końcu znalazło swój wyraz w wypowiedziach ostatnich papieży, którzy w mniej lub bardziej jasny sposób zaakceptowali tę naukę. Po raz pierwszy uczynił to w 1986 roku Jan Paweł II, który w jednej ze swych środowych katechez stwierdził, że: „teoria ewolucji przyrody w zasadzie nie koliduje z prawdą o stworzeniu świata, tak jak ją przedstawia Księga Rodzaju, pod warunkiem, że nie wyklucza z niej Bożej przyczynowości„. Dziesięć lat później, czyli w 1996 roku Jan Paweł II w przesłaniu do uczestników plenarnej sesji Papieskiej Akademii Nauk powiedział zaś, że „teoria ewolucji jawi się czymś więcej niż hipotezą”, a także, że „zgodność wyników prac… stanowi sama w sobie znaczący fakt na korzyść tej teorii”. W podobnym duchu wypowiedział się na ten temat także Benedykt XVI oraz aktualny papież Franciszek (również w przesłaniu do członków Papieskiej Akademii Nauk).

 

Pytanie numer 15: Czy można zatem powiedzieć, że aktualne Magisterium Kościoła popiera teorię ewolucji?

Jest rzeczą wysoce problematyczną stwierdzić, iż przywołane wyżej wypowiedzi trzech ostatnich papieży konstytuują nowe nauczanie Magisterium na temat teorii ewolucji. A do dlatego, że w porównaniu z wcześniejszymi wypowiedziami papieży, soborów i rzymskich dykasterii mają one bardzo niską rangę doktrynalną. To nie są bowiem słowa zawarte np. w encyklikach, ale mamy tu do czynienia z przemówieniami skierowanymi bezpośrednio do wąskiego grona odbiorców (członkowie Papieskiej Akademii Nauk). Nawet zaś, gdyby ostatecznie uznać, iż intencją ostatnich papieży było skorygowanie wcześniejszego nauczania Magisterium na temat ewolucji i dosłownej interpretacji Księgi Rodzaju, to w bardzo rzadkich wypadkach można dla bardzo ważnych powodów nie zgadzać się ze zwyczajnym, nie-nieomylnym nauczaniem Magisterium. Czy wierność wielowiekowej, niemal jednomyślnej nauce Ojców i Doktorów Kościoła, potwierdzonej przez przez mniej lub bardziej uroczyste wypowiedzi wcześniejszych papieży należałaby do takich bardzo ważnych powodów? Sądzę, że tak.

 

 

Przypisy:

[1] Patrz: Luiz Dufaur, „Ewolucjonizm zmierza do unicestwienia człowieka” (w) „Polonia Christiana” nr 11/2009, s. 29.

[2] Twierdzenie, jakoby Pismo święte mogło się mylić wówczas, gdy wypowiada się ono w sprawach innych niż wiara oraz moralność zostało odrzucone m.in. przez Leona XIII w encyklice „„Providentissimus Deus”, Benedykta XV w encyklice „Spiritus Paraclitus”, Piusa XII w encyklice „Humani generis”.

[3] Patrz: „Hipoteza błędna etycznie” (rozmowa z profesorem Giuseppe Sermontim), „Polonia Christiana” nr 11/2009, s. 46.

[4] Cytat za: „Stworzenie czy ewolucja? Dylemat katolika„, Michał Chaberek OP, rozmawia Tomasz Rowiński, wydawnictwo Fronda, s. 104.

[5] Cytat za: Michał Chaberek OP, jw. s. 108.

[6] Patrz: „Encyklika papieża Leona XIII,  Arcanum divinae sapientiae. O sakramencie małżeństwa”, Warszawa 2002, s. 6-7.

[7] Bardziej szczegółową treść owego orzeczenia Papieskiej Komisji Biblijnej można przeczytać w artykule biskupa Olivera Oraveca pt. „Jan Paweł II a ewolucja człowieka ze zwierzęcia” opublikowanym na portalu Ultramontes.pl: http://www.ultramontes.pl/jp2_a_ewolucja.htm