Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy cnota powinna być wymuszana przez prawo?

W różnych dyskusjach na temat prawnych zakazów pewnych niemoralnych czynów w rodzaju pornografii, aborcji, cudzołóstwa czy homoseksualizmu liberałowie i libertarianie zwykli mówić coś w stylu: „Cóż za pożytek jeśli dany człowiek z obawy przed karami i represjami prawnymi powstrzyma się zewnętrznie od tego czy innego grzechu, skoro w sercu i tak pozostanie grzesznikiem? Cnoty nie wymusza się policyjną pałką, ale powinna ona płynąć z czystego serca – unikanie zła ze strachu przed ziemska karą jest bezwartościowe„.

Czy powyższy argument nie wygląda na bardzo chrześcijański? Owszem, pomijając jednak fakt, iż tak naprawdę mało on ma wspólnego z chrześcijaństwem (wszak, czy sam Pan Bóg nie nakazał rządzącym właśnie wymuszania unikania pewnych złych rzeczy za pomocą siły i przymusu?), to bliższe przyjrzenie się jemu pokazuje, że jest on nie tylko niechrześcijański, ale także daleki od zdrowego rozsądku. Czyż, zgodnie z logiką przedstawionego na początku tego tekstu rozumowania równie dobrze nie można by wszak powiedzieć: „Cóż za pożytek z tego, że człowiek ogarnięty gniewem i nienawiścią z obawy przed karą i represjami powstrzyma się przed ciężkim pobiciem czy zabiciem swego bliźniego, skoro i tak w swym sercu będzie nienawidzącym swego brata mordercą?„.

Czy widzicie już na czym polega błędność i zwodniczość owego liberalno-libertariańskiego (a przebranego w chrześcijańskie szaty) sofizmatu? Jeśli bowiem, ktoś powstrzymuje się od pewnych zewnętrznych grzechów z obawy przed prawnymi represjami, to mamy w skutek tego mniej skrzywdzonych ludzi wokół. Tak jak w przypadku człowieka, który pozostanie „mordercą w sercu” ktoś dzięki temu, że ów boi się stryczka lub siedzenia w pace, będzie dalej żył, jakieś dzieci nie stracą przedwcześnie swego ojca, jakaś matka nie będzie przedwcześnie opłakiwać śmierci swego syna, a jakaś żona nie przywdzieje zbyt prędko czarnej sukni. Tak i w przypadku ludzi, którzy tylko z obawy przed ziemskimi karami pozostaną „cudzołożnikami w sercu” czy „homoseksualistami w sercu” jakaś rodzina nie zostanie z ich powodu rozbita, któraś żona nie zostanie rzucona przez niewiernego męża, jakiś młodzieniec nie zostanie uwiedziony i nie rozwinie swych homoseksualnych tendencji, etc. W ten sposób zmniejsza się oddziaływanie niszczycielskiej siły grzechu na ogół społeczeństwa. I w tym tkwi właśnie wartość „wymuszania cnoty za pomocą policyjnej pałki”.

W ostatecznym zaś, wiecznym wymiarze, taki człowiek, który ze względu na strach przed ziemskim prawem i wymiarem sprawiedliwości, w wymiarze zewnętrznym nie będzie czynił pewnych grzechów, albo przynajmniej będzie się z nimi hamował, nie pociągnie za sobą do piekła innych ludzi (albo pociągnie za sobą mniej ludzi) i zyska sobie mniej srogie potępienie niż wtedy, gdyby czuł się całkowicie bezkarnie w swych nieprawościach.

Oczywiście, nie znaczy to, że dokładnie wszystkie złe czyny powinny być prawnie zakazane. Są bowiem grzechy, które albo ze względu na swą specyfikę z natury rzeczy nie mogą być wykryte i ukarane przez władze cywilne (np. nieczyste czy nienawistne myśli). Są też nieprawości, które nie są w sposób ewidentny i wyraźny szkodliwe dla innych (albo innymi słowy – ich szkodliwość dla bliźnich jest relatywnie niewielka), a w bezpośrednim wymiarze krzywdzą przede wszystkim tych, którzy się ich dopuszczają. Takimi złymi czynami są np. obżarstwo albo samotna, potajemna masturbacja. Karanie przez państwo tego rodzaju złych czynów jest mało roztropne i mija się z celem. Istnieją jednak nieprawości, które nawet jeśli same w sobie nie naruszają niczyjej wolności – to jednak w sposób ewidentny szkodzą innym (nieraz także zupełnie niewinnym, niezaangażowanym w nie osobom). Czymś takim jest np. zniesławienie drugiej osoby (nie narusza to bezpośredni jej wolności, ale ją krzywdzi), większość przypadków pijaństwa (proszę zapytać rodzin pijaków czy są zadowolone z życia pod jednym dachem z taką osobą), zdrada małżeńska (nikt nie musi być zmuszany do cudzołóstwa, a mimo to w skutek takowe bardzo cierpią zdradzani współmałżonkowie, dzieci z rozbitych domów, etc.) albo homoseksualizm (choroby weneryczne roznoszone przez sodomitów nie dotykają tylko ich, ale roznoszone są też przez sanitariaty, poza tym biseksualny sodomita może zarazić swą żonę, partnerkę, etc.). I właśnie tego rodzaju czyny powinny być karane policyjną pałką.