Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Pismo święte jest całkowicie nieomylne i bezbłędne

Jednym z paradoksów naszych czasów jest to, iż miliony świeckich katolików wyznając pewne poważne błędy doktrynalne i herezje, często są przekonani o tym, że owe fałszywe poglądy są tak naprawdę wyrazem czystej katolickiej ortodoksji. W tym przekonaniu rzesze katolików są podtrzymywane nieraz przez całe tabuny katolickich teologów, którzy jako nauczanie Kościoła prezentują twierdzenia niejednokrotnie potępione oraz odrzucone przez papieży oraz sobory.

Chyba najdobitniejszym przykładem takiego zupełnie niekatolickiego, a jednak powszechnie przedstawianego jako katolickie twierdzenia jest opinia głosząca, iż Pismo święte nie jest bezbłędne przynajmniej wtedy, gdy wypowiada się na tematy historyczne, geograficzne, przyrodnicze, biologiczne. Zwolennicy tego poglądu wychodząc ze słusznego założenia, iż Biblia jest przewodnikiem na drodze wiary i moralności, nie zaś podręcznikiem historii, geografii czy biologii, fałszywie jednak twierdzą, jakoby poza kwestiami dotyczącymi ściśle religii i obyczajów mogła ona podawać informacje błędne i nieprawdziwe. Pogląd ten został jednak niejednokrotnie – implicite, a nieraz też explicite – odrzucony przez Magisterium Kościoła.

I tak np. papież Leon XIII w encyklice „Providentissimus Deus” nauczał co następuje:

„Natomiast bezwzględnie nie wolno ograniczać natchnienia do niektórych tylko części Pisma św., albo przyjmować, że pobłądził sam święty autor. Nie można także tolerować zapatrywania tych, którzy, chcąc uniknąć powyższych trudności, nie wahali się wcale przyjąć zdania, że natchnienie Boże rozciąga się jedynie do rzeczy wiary i obyczajów i do niczego poza tym; błędnie bowiem sądzą, że prawdziwości sensu nie tyle należy szukać w tym, co Bóg powiedział, ile raczej w motywach, dla których rzeczy te powiedział. Albowiem wszystkie Księgi, które Kościół przyjął za święte i kanoniczne, tak w całości, jak we wszystkich swych częściach, zostały napisane pod natchnieniem Ducha Świętego.
 Takie jest stare i stałe przekonanie Kościoła, zdefiniowane nadto na Soborze Florenckim i Trydenckim, a ostatnio potwierdzone i wyraźniej sformułowane na Soborze Watykańskim [I], który orzekł w sposób bezwzględny, że Księgi Starego i Nowego Testamentu w całości i we wszystkich swych częściach, jako zostały wyliczone dekretem tego samego Soboru (Trydenckiego) i jako znajdują się w starych wydaniach Wulgaty łacińskiej, należy przyjmować za święte i kanoniczne. „Kościół zaś uważa je za święte i kanoniczne nie dlatego, iż były ułożone ludzkim tylko staraniem, a potem powagą Jego zostały potwierdzone, ani dlatego tylko, że zawierają Objawienie Boże bez błędu, lecz dlatego, że napisane pod natchnieniem Ducha Świętego Boga mają za Autora”[Conc. Vat. I, Sess. III, cap. 2, De revel.]. (…)

Takie było nauczanie Ojców, które zawsze uważali za rzecz pewną. „Ponieważ, mówi św. Augustyn, oni (tj. święci pisarze) pisali to, co im On sam (tj. Bóg ) pokazał i powiedział, nie można powiedzieć, że On sam nie pisał; gdyż członki pisały to, co poznały od dyktującej głowy”[Św. August, De cons. Evang. I, 35 [54]]. A święty Grzegorz Wielki oświadcza: „Jest rzeczą niepotrzebną badać, kto te rzeczy napisał, skoro wierzy, się mocno, że Autorem Księgi jest Duch Święty. Ten bowiem to napisał, kto dyktował rzeczy mające być napisane; ten napisał, kto był inspiratorem całego dzieła”[Św. Grzeg. W, Moral. in 1. lob praef. 1, 2.]. Wynika z tego, że ci, co sądzą, iż w ustępach autentycznych Ksiąg świętych może znajdować się jakiś błąd, ci z pewnością albo zniekształcają katolickie pojęcie Bożego natchnienia, albo samego Boga czynią sprawcą błędu.

Wszyscy Ojcowie i Doktorowie byli jak najmocniej przekonani, że Księgi Boże w tej formie, w jakiej wyszły spod pióra świętych pisarzy, są w zupełności wolne od wszelkiego błędu (…) Wszyscy wyznawali jednomyślnie, że Księgi te, tak w całości jak i w swych częściach, są jednako dziełem natchnienia Bożego, i że sam Bóg, mówiąc przez świętych autorów, nie mógł bezwzględnie powiedzieć niczego, co by odbiegało od prawdy”. 

 

Z kolei, za pontyfikatu papieża  Piusa X  św. Oficjum wydało dekret „Lamentabili”, w którym odrzuciło i potępiło (a nie pochwaliło) m.in. następujący pogląd:

Natchnienie Boże nie rozciąga się do tego stopnia na całość Pisma świętego, by wszystkie i poszczególne jego części zabezpieczało przed wszelkim błędem”.

 

Papież Benedykt XV napiętnował opinię zakładającą, iż Boże natchnienie Pisma świętego ograniczało się tylko do kwestii religijnych zaś w zakresie nauk świeckich

Bóg dopuszcza słabość pisarza” potwierdzając zarazem odwieczną naukę Kościoła o tym, że: „boskie natchnienie rozciąga się bez żadnego wyjątku i różnicy na wszystkie części pism biblijnych i żaden błąd nie może dotknąć natchnionego tekstu(…)” („Spiritus Paraclitus”).

 

Pius XII w encyklice „Humani generis” nauczał zaś:

Są bowiem tacy, co przekręcając zuchwale definicję Watykańskiego Soboru o Bogu, jako właściwym autorze ksiąg świętych, wznawiają zdanie, kilkakrotnie już potępione, jakoby Pismo święte w tym tylko nie mogło zawierać błędu, co wypowiada o Bogu albo o rzeczach, moralności i religii dotyczących. Co więcej, całkiem opacznie mówią o jakimś ludzkim sensie ksiąg świętych, pod którym miałby być ukryty, jako wyłączny podmiot bezbłędności, inny sens, Boży” (n. 17).

 

Również promulgowany w 1992 roku przez Jana Pawła Katechizm powtarza za konstytucją „Dei verbum” Soboru Watykańskiego II, iż:

Ponieważ wszystko, co twierdzą autorzy natchnieni, czyli hagiografowie, powinno być uważane za stwierdzone przez Ducha Świętego, należy zatem uznawać, że księgi biblijne w sposób pewny, wiernie i bez błędu uczą prawdy, jaka z woli Bożej miała być przez Pismo święte utrwalona dla naszego zbawienia” (n. 107).

 

Ktoś powie jednak: „Jakie znacznie ma to, iż Pismo święte nie myli się w kwestiach nie dotyczących wiary i moralności, skoro nie ma ono za zadanie uczyć nas historii, przyrody albo geografii?”.

Otóż, jak najbardziej ma to znaczenie. W istocie bowiem, choć Biblia była spisywana przez ludzi i w związku z tym poszczególne jej księgi noszą pewne znamiona charakterystycznego dla poszczególnych autorów stylu, to jednocześnie jednak wszystko co zostało w niej zapisane pochodzi od Ducha Świętego i ma za zadanie budować naszą wiarę i cnotliwe życie. Praktycznie, rozdzielenie tego co Pismo święte mówi na temat religii i moralności od zawartych tam faktów historycznych, geograficznych, biologicznych, jest bardzo niebezpieczne. Ktoś może np. zacząć poddawać w wątpliwość istnienie potopu, zniszczenie Sodomy i Gomory, dziewicze poczęcie Pana Jezusa albo relacje dotyczące śmierci Mesjasza, twierdząc, że przecież w tych sprawach Biblia dotyka warstwy historycznej (np. okoliczności procesu Zbawiciela), przyrodniczej (zniszczenie całej ziemi przez potop) czy biologicznej (kwestia poczęcia Jezusa), a więc nie należy traktować tego, co w tych sprawach zapisane jest na jej stronach, jako bezbłędnych faktów. Na tych i wielu innych przykładach, widać jednak jak bardzo pewne relacje historyczne, przyrodnicze czy biologiczne łączą się z prawdami wiary i zasadami moralności. To, że np. Pismo święte mówi, iż Dekalog został nadany na górze Synaj (a nie na Mount Blanc czy Rysach) choć dotyczy też faktu geograficznego, ma znaczenie również religijne. Oddzielanie więc sfery wiary i moralności, w których wypowiada się nieomylnie Biblia od innych spraw, w których rzekomo natchnieni autorzy mogli błądzić, jest zatem tak naprawdę czymś sztucznym i w dalszej perspektywie prowadzącym do podważania wiary w absolutną nieomylność i bezbłędność Pisma świętego, jako taką.

 

Nikt też nie twierdzi, że Biblia jest podręcznikiem do historii, biologii czy geografii. I dlatego też w tych kwestiach autorzy Pisma św. mogli wypowiadać się z mniejszą precyzją, dokładnością czy nawet posługując się sformułowaniami bardziej potocznymi. Ale tego nie należy mylić z potępionym przez Magisterium Kościoła poglądem, jakoby w tych kwestiach autorzy Biblii mogli podawać stwierdzenia błędne, mylne czy nieprawdziwe. Otóż nie, Duch Święty rozciągnął swą gwarantującą wolność od błędu asystencję na dokładnie każdą część, każde stwierdzenie, każde zdanie, które zostało zapisane w Piśmie świętym. Poza tym tak naprawdę, dokładnie każde zdanie i słowo ujęte w Biblii znalazło się tam nieprzypadkowo i czegoś ma nas uczyć (a więc nawet te kwestie, które z pozoru informują nas bardziej o historii czy biologii niż wierze lub moralności). Dominikanin, o. Michał Chaberek komentując takie twierdzenia sugerujące, iż Biblia może zawierać błędy w rzeczach nie odnoszących się do wiary i moralności „gdyż nie została napisana jako podręcznika do biologii, historii czy geografii” podał trafną analogię. Otóż, jak powiedział: inny jest styl, w którym np. o powstaniu warszawskim mówi wykładowca akademicki, a jeszcze inny sposób, w którym o tym wydarzeniu opowiadała swym wnukom babcia. Ale to, że opowieści babci nie przypominały swym stylem naukowego wykładu zawartego w podręcznikach do historii, nie oznacza od razu, iż  musiała ona przekazywać swym wnukom jakieś błędy czy nieprawdy odnoszące się do powstania warszawskiego.