Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Za co KONKRETNIE chce przepraszać „gejów” i lesbijki papież Franciszek?

Wyobraźmy sobie sytuację, iż któryś z papieży pewnego dnia mówi: „Kościół powinien przeprosić morderców, pedofilów i złodziei, gdyż nieraz chrześcijanie ich dyskryminowali i znieważali„. Mimo, iż tego rodzaju wypowiedź można by zrozumieć – choć z pewnym trudem – w sposób zgodny z tradycyjnym nauczaniem katolickim, to z drugiej strony nie należałoby się dziwić, iż wywołałaby ona powszechne oburzenie. Pierwszymi wszak skojarzeniami z takim postawieniem sprawy nie byłoby  stwierdzenie, iż pewni chrześcijanie mogli niesprawiedliwie oraz niemiłosiernie traktować morderców, pedofilów i złodziei np. odmawiając im prawa do nawrócenia (twierdząc, że Bóg na pewno nie wybaczy im grzechów, choćby i ci żałowali), albo też nie patrząc na sądowy wymiar sprawiedliwości dokonywali na nich samosądów (nie przekazując ich policji, ale samemu ich zabijając). Taka interpretacja owej teoretycznej papieskiej wypowiedzi byłaby zgodna z tradycyjną doktryną, jednak w oczywisty sposób powszechnie przyjęto by inną jej wykładnię, a więc, że papież wzywając do przepraszania takich osób za okazywaną im przez chrześcijan dyskryminację, gani w ten sposób to, iż mordercy, pedofile i złodziei byli np. wsadzani do więzień, albo, że ktoś ośmielał się krytykować ich występki w nieco ostrzejszych słowach niż „To jest grzech, ale cóż wszyscy jesteśmy grzesznikami i kim ja jestem aby sądzić swego bliźniego„.  I nie ma co się łudzić, że prawdopodobnie bliższa intencjom papieża, który by wypowiedział takie słowa byłaby ta druga interpretacja, nawet wówczas, gdyby ów papież nie skonkretyzował, co dokładnie miał na myśli, mówiąc o dyskryminacji sprawców morderstw, kradzieży i pedofilii, za którą chrześcijanie winni przepraszać.

Tymczasem, podobne słowa padły z ust papieża Franciszka, co prawda, nie odnośnie morderców, złodziei i pedofilów, ale w stosunku do homoseksualistów i lesbijek. W czasie bowiem swych słynnych już „pokładowych konferencji prasowych” Franciszek odnosząc się do słów kardynała Marxa o tym, iż katolicy winni przeprosić za „marginalizowanie” i „dyskryminowanie” społeczności homoseksualnej,  nie skrytykował jego słów lecz odrzekł, iż Kościół powinien przeprosić homoseksualistów „których znieważył„, a także, iż według nauczania Katechizmu Kościoła Katolickiego „nikogo nie powinno się dyskryminować„. Aktualny papież dodał przy tym, iż przez wyrażenie „Kościół powinien przeprosić” rozumie chrześcijan, którzy wszak ów Kościół tworzą.

Wielka szkoda jednak, iż Franciszek nie sprecyzował co konkretnie i bardziej szczegółowo miał na myśli mówiąc o „dyskryminacji”i „znieważaniu” homoseksualistów za które chrześcijanie „powinni przepraszać”? Oczywiście bowiem, że istnieją pewne formy niesprawiedliwego i niemiłosiernego traktowania osób homoseksualnych, za które należy wyrażać skruchę i których trzeba unikać. Można nawet powiedzieć, iż obok jak najbardziej uprawnionych i sprawiedliwych form dyskryminacji homoseksualistów i lesbijek  istnieją niegodziwe i niesprawiedliwe odmiany dyskryminacji takich osób. Tytułem przykładu – podchodzi do mnie żebrak, o którym skądinąd wiem, że ów jest „gejem” i prosi mnie o jedzenie, gdyż nie jadł on kilka dni. Niesprawiedliwą dyskryminacją byłoby, gdybym odmówił nakarmienia takiego głodnego kierując się tym, iż jest on homoseksualistą. Jednak, gdyby jakiś „gej” poprosił mnie o pieniądze, po to by mógł on za nie poszaleć w jakimś klubie dla sodomitów, moja odmowa byłaby „sprawiedliwą dyskryminacją”. Przechodząc zaś na  płaszczyznę stricte prawną „niesłuszną dyskryminacją osób homoseksualnych” byłoby np. zakazywanie takim ludziom posiadania własności prywatnej, budowania domu, prowadzenia samochodu, itp. Wszystkie te rzeczy są albo realizacją naturalnych praw ludzkich, albo też nie mają ścisłego związku z nieuporządkowanymi skłonnościami takich osób. Słuszną dyskryminacją „osób homoseksualnych” byłoby już jednak utrudnianie im możliwości pracy z młodzieżą tej samej płci, uniemożliwianie oficjalnego sankcjonowania ich związków,  zakazywanie promowania ich dewiacji, czy nawet prawne karanie prywatnych aktów homoseksualnych.  Homoseksualiści i lesbijki mają bowiem prawa bardziej jako ludzie, a nie jako osoby pragnące realizować swe zboczone skłonności. Istnieją naturalne prawa należne wszystkim ludziom, ale żaden człowiek nie ma prawa czynić zła, a jeśli już czyni coś sprzecznego z wolą Boga, to państwo nie ma obowiązku otaczania ochroną owych jego konkretnych złych czynów. Sam zresztą kardynał Joseph Ratzinger, który jest „pierwotnym” autorem słów o „unikaniu oznak niesłusznej dyskryminacji wobec osób homoseksualnych”  musiał znać i rozumieć to rozróżnienie, skoro już jako Benedykt XVI zatwierdził tzw. Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego, gdzie w punkcie numer 494 naucza się, że „władze cywilne powinny stosownymi prawami zakazywać rozprzestrzeniania się ciężkich wykroczeń przeciw czystości” (wśród których wymienione również czyny homoseksualne). Wcześniej zresztą, kardynał Ratzinger, w dokumencie Kongregacji Nauki Wiary „Omosessualit” precyzował rozróżnienie pomiędzy sprawiedliwą i niesprawiedliwą dyskryminacją homoseksualistów i lesbijek: „Istnieją dziedziny, w których nie jest przejawem niesprawiedliwej dyskryminacji uwzględnienie skłonności seksualnej, na przykład gdy chodzi o adopcję dziecka lub powierzenie go opiekunom, zatrudnienie nauczycieli lub trenerów sportowych, służbę wojskową. Osoby homoseksualne, jako osoby ludzkie, mają te same prawa co wszyscy ludzie, w tym prawo do takiego traktowania, które nie uwłacza ich godności osobistej. Obok innych praw wszyscy ludzie mają prawo do pracy, mieszkania itd. Nie są to jednak prawa absolutne. Mogą zostać słusznie ograniczone ze względu na obiektywne nieuporządkowane zachowania zewnętrzne. Jest to nie tylko dopuszczalne, ale konieczne. Co więcej, zasada ta dotyczy nie tylko przypadków zachowań zawinionych, ale także działań osób chorych fizycznie lub umysłowo. Jest zatem przyjęte, że państwo może ograniczyć możliwość korzystania z pewnych praw, na przykład osobom cierpiącym na chorobę zakaźną lub umysłową, by chronić dobro wspólne” (tamże: n. 11-12).

Oczywiście jest prawdopodobne, iż w historii Kościoła setki milionów chrześcijan mogło miliardy razy grzeszyć w ten czy inny sposób przeciwko osobom homoseksualnym. Działo się tak choćby wtedy, gdy ktoś zamiast modlić się o łaskę skruchy dla takich osób wyzywał je knajackimi określeniami w rodzaju: „Ciota” czy „cwel”. Miało to miejsce wtedy, gdy ktoś mówił o takich ludziach: „Oni już są straceni, nie ma co się starać o ich nawrócenie” albo też w niewybredny sposób żartował sobie o nich: „Czy robicie to z wazeliną czy bez wazeliny?„.  Inni z chrześcijan mogli zaś nie pomóc komuś w jego godziwej potrzebie (czyli odziać, nakarmić, napoić, opatrzyć rany) dlatego, że ów potrzebujący był akurat homoseksualistą czy lesbijką. Jeszcze inni chrześcijanie mogli dopuszczać się aktów samosądu przeciw takim ludziom, raniąc, okaleczając lub zabijając ich nie mając do tego upoważnienia ze strony władz cywilnych, czyniąc to na własną rękę bez przeprowadzenia procesu sądowego, etc.  Znając życie, takich obiektywnie grzesznych czynów w wykonaniu chrześcijan mogło być w historii wiele. Na czym więc polega problem z wypowiedziami papieża Franciszka na temat potrzeby przepraszania homoseksualistów za ich „dyskryminowanie” i „znieważanie” przez chrześcijan? Otóż, jak już wskazałem powyżej, Franciszek nie skonkretyzował tego, za co w sensie bardziej szczegółowym należy przepraszać homoseksualistów. Mówiąc więc np. że „nikogo nie powinno się dyskryminować” nie dodał, iż dyskryminacja raz może niesprawiedliwa, a innym razem sprawiedliwa. Dlatego też w bardzo łatwy sposób jego słowa na ten temat mogą być rozumiane w zupełnie błędnym i zaprzeczającym tradycyjnemu nauczaniu i praktyce Kościoła duchu. Setki milionów katolików oraz niekatolików słysząc i czytając takie słowa nie zrozumie ich jako ganienia tylko postaw w rodzaju: „Nie dam ci chleba, choć jesteś głodny, bo jesteś homoseksualistą” (co było złe), ale wrzuci do tego również fakt, iż nawet święci papieże zachęcali władze cywilne do surowego karania czynów homoseksualnych (co nie było złe). Podobnie, przez „znieważanie” homoseksualistów wielu katolików i niekatolików nie będzie rozumieć tylko słów w rodzaju: „pedały”, „cioty” czy „cwele”, ale zinterpretuje to sobie również jako np. ganienie nazywania tej dewiacji „obrzydliwością„, „grzechem wołającym o pomstę do Nieba” nie mówiąc już o takich używanych przez niektórych świętych sformułowaniach jak: „Cóż jest wstrętniejszego od męskiej nierządnicy? Co bardziej przeklętego?” (św. Jan Chryzostom); „przeklęta sodomia„, „zboczona żądza bliska szaleństwu” (św. Bernardyn ze Sieny); „nieszczęśni” (św. Katarzyna ze Sieny).

I niestety, niewiele albo wręcz zgoła nic, będzie wskazywało na to, iż interpretujący w ten sposób rzeczone wypowiedzi papieża Franciszka będą to czynili wbrew jego rzeczywistym intencjom. Owszem, powie ktoś, że Franciszek przecież jeszcze jako kardynał Bergoglio piętnował pomysł wprowadzania homoseksualnych „małżeństw” do prawodawstwa Argentyny albo też wyrażał krytyczne sugestie wobec niektórych publicznych manifestacji LGBT. To jednak jest zdecydowanie za mało, by twierdzić, iż Franciszek zgadza się np. również z papieżem św. Piusem V, który polecił wydawanie czynnych homoseksualistów władzom cywilnym, by te ich surowo karały albo pod pojęciem „znieważania” osób homoseksualnych nie uważał nazywania ich praktyk mianem „zboczonej żądzy bliskiej szaleństwa„, „przeklętej sodomii„, etc. I choć nie sądzę, by Bóg dopuścił do tego, aby papież Franciszek w bardziej autorytatywny sposób niż za pośrednictwem swych „samolotowych konferencji” (czyli np. w swej encyklice) jednoznacznie odciął się od tradycyjnego nauczania i praktyki Kościoła na temat homoseksualizmu, to efekt medialny jego słów o „przepraszaniu za dyskryminację i znieważanie homoseksualistów” będzie właśnie taki jak opisałem go wyżej.

Zważając na to wszystko, niestety coraz mniej absurdalny wydaje się żart, jaki swego czasu dopuścił się jeden z profili facebookowych, a mianowicie, że dojdzie do sytuacji, w której Franciszek przeprosi społeczność LGBT za zniszczenie Sodomy i Gomory…