Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Amerykańska prohibicja była skuteczna

„Popatrzcie na prohibicję w USA!” – tego rodzaju hasło pojawia się zawsze, gdy na forum publiczne wypływa kwestia wprowadzenia do porządku publicznego praw zakazujących bądź mających ograniczyć jakieś negatywne moralnie i szkodliwe społecznie zjawiska w rodzaju pornografii, prostytucji czy aborcji. Przykład amerykańskiej prohibicji ma tu być koronnym dowodem na to, że tego rodzaju prawa i zakazy są bezsensowne i „przeciwskuteczne”, gdyż zamiast zlikwidować bądź ograniczyć objęte nimi zachowania, powodują tylko ich rozrost w „szarej strefie” i kryminalnym podziemiu.

Czy jednak aby na pewno, nawet w przypadku alkoholowej prohibicji w USA można powiedzieć, iż jest ona sztandarowym przykładem na bezsens i bezskuteczność innych prawnych zakazów wymierzonych np. w aborcję, pornografię czy prostytucję? Cóż, zanim przyjrzymy się nieco dokładniej rzeczywistym skutkom samej prohibicji w Ameryce, pozwólmy sobie na pewną wydawałoby się całkiem oczywistą dygresję. Otóż, nawet, gdyby prawdą miała być teza, iż wspomniana prohibicja skończyła się całkowitą klęską, to owa okoliczność nie byłaby jeszcze dowodem na to, iż podobnego rodzaju zakazy prawne zawsze czy zazwyczaj, niejako ze swej natury są bezsensowne i nieskuteczne. Brakiem rzetelności jest bowiem eksponowanie jednego historycznie istniejącego przypadku (rzekomej) „przeciwskuteczności” danego prawnego zakazu i automatyczne przekładać go na wszelkie inne tego typu prawne restrykcje. Choć jest to temat na odrębny artykuł – można bowiem całkowicie spokojnie podać liczne przykłady na to, że zakazy prawne w ciągu wielu wieków funkcjonowały całkiem sprawnie, wydatnie ograniczając objęte nimi złe zjawisko, ponadto spełniając swą dobrą wychowawczą rolę dla społeczeństwa, umacniając w nim przekonanie o tym, że zakazana prawnie rzecz jest również moralnie zła i obrzydliwa. Przykładem może być chociażby jest obowiązujący w Polsce od 1993 roku, prawie całkowity zakaz zabijania dzieci poczętych. Tak naprawdę bowiem, wszystkie dostępne statystyki i szacunkowe dane (nawet te znacznie wyolbrzymiane przez feministki) dotyczące ilości nielegalnych aborcji w naszym kraju pokazują, iż w rzeczywistości w porównaniu do PRL (kiedy zabijanie nienarodzonych dzieci do pewnego momentu ich życia było legalne na życzenie) liczba tego rodzaju morderstw znacznie spadła. Poza tym, wyraźnie wzrosła wśród Polaków świadomość tego, iż aborcja jest moralnie zła i powinna być ona prawnie zabroniona. Z kolei, w Szwecji np. prostytucja uliczna w ciągu 2 lat od wprowadzenia zakazu korzystania z płatnych usług seksualnych zmniejszyła się o 50 proc, zaś w Francji prawo ustanowione przez Nicolasa Sarkozy’ego (wówczas, gdy był on jeszcze ministrem spraw wewnętrznych), a wymierzone w uliczny handel ciałem, spowodowało spadek tego zjawiska w Paryżu o 40 proc. Można też pokazać wiele przykładów tego, jak uchylenie pewnych prawnych zakazów przyczyniło się do gwałtownego rozrostu objętej wcześniej nimi patologii, a także – w dalszej perspektywie – przyczyniło się do innych złych skutków. Przykładowo, dekryminalizacja zachowań homoseksualnych na Zachodzie (w latach 60 i 70-tych XX wieku) przyczyniła się do wybuchu epidemii AIDS w latach 80-tych, a także rozzuchwaliła homoseksualnych aktywistów, którzy z biegiem czasu zaczęli się dla siebie domagać już nie tylko „praw”, ale też przywilejów („małżeństw”, zakazu wszelkiej dyskryminacji, karalności bardziej stanowczych form krytyki ich zboczenia, etc.).

Historia potwierdza więc raczej, że regułą jest, iż to okazywana w porządku prawnym bezkarność i przyzwolenie dla pewnych rodzajów nieprawości, zachęca do nich, powodując też ich rozprzestrzenianie się. I nie ma w tym nic dziwnego wszak nie bez powodu Tradycja Kościoła do tzw. grzechów cudzych zalicza zachowania określone jako: „Grzechu nie karać” oraz „Zezwalać na zło”.

Wróćmy jednak do amerykańskiej prohibicji. Nawet ona,  po bliższym przyjrzeniu się jej skutkom, nie jawi się jako przykład zakazu, który skończył się całkowitym fiaskiem i porażką.

Po pierwsze bowiem: prohibicja funkcjonowała w wielu stanach bez większych problemów na długo przed wprowadzeniem jej na terenie całych USA (np. w Maine od 1852 roku)
Po drugie: w czasie obowiązywania prohibicji spadła ilość przyjęć w szpitalach spowodowanych nadużyciem alkoholu, a także liczba zgonów związanych z praktykowaniem pijaństwa (Patrz: Iwona Niewiadomska/ Marta Sikorska – Głodowicz, „Alkohol. Uzależnienia. Fakty i mity”, Lublin 2004, s. 37).
Po trzecie: poziom spożycia alkoholu wyraźnie zmalał w czasie obowiązywania prohibicji i do stanu sprzed jej wprowadzenia wrócił dopiero  w 1960 roku, a więc prawie 30 lat po jej zniesieniu.
Po czwarte: nie wykluczone, iż w perspektywie długofalowej prohibicja przyczyniła się do większej kultury picia wśród Amerykanów. W USA wszak bardzo ściśle jest przestrzegany zakaz sprzedaży alkoholu osobom poniżej 21 roku życia, jest tam też więcej abstynentów niż w innych krajach, zaś pijaków jest mniej niż w Polsce, Wielkiej Brytanii czy Irlandii (nie wspominając już o Rosji czy Finlandii).

Oczywiście był też jeden negatywny skutek prohibicji, jakim był rozrost przestępczości kryminalnej, która znaczną część swej energii i potencjału ulokowała w nielegalny handel alkoholem. Ale i i co co tego nie do końca wiadomo, czy prohibicja była główną tego przyczyną. Pamiętajmy wszak, iż prohibicja zbiegła się z powrotem setek tysięcy młodych mężczyzn z frontu okrutnej wojny, a także nasiloną imigracją do USA milionów osób z krajów znacznie biedniejszych. Nie należy chyba pomijać tych dwóch czynników (czyli demoralizacja spowodowana wojną i napływ biednych) we wzroście przestępczości zamiast zwalać wszystko na prohibicję.  Nie jest bowiem wcale wykluczone, że w tamtym czasie i okolicznościach, gdyby handel i spożycie alkoholu nie zostały zakazane, to świat przestępczy znalazłby sobie inną sferę nielegalnej działalności, w którą zainwestowałby swą gorliwość i energię. Zamiast alkoholu, mogłoby to być narkotyki, prostytucja, nielegalne walki bokserskie czy nawet pokazy walk psów (czy zatem aby uniknąć wzrostu przestępczości należy to wszystko legalizować?). Być może, to po prostu był taki czas i miejsce, że przestępczość rozwinęłaby się i bez prohibicji.

Żeby nie było jednak wątpliwości – nie popieram prohibicji jako całkowitego zakazu handlu i spożywania alkoholu w celach relaksacyjnych (jestem  tylko za prawnym zakazem pijaństwa). Nie jest też tak, jakobym postulował prawne zabronienie wszelkich niemoralnych zachowań (optuję tylko za zakazem tych, które w wyraźny sposób szkodzą innym i społeczeństwu) ale nie zgadzam się z uproszczoną wizją jej funkcjonowania jako całkowitego fiaska i dowodu na przeciwskuteczność prawnych zakazów.