Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Współpraca formalna i materialna ze złem. Czym są i co się z tym wiąże?

Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Jest II wojna światowa, trwa systematyczne mordowanie Żydów przez Niemców. Co roku w krematoriach obozów koncentracyjnych życia pozbawianych są miliony niewinnych osób. Wytypowani do tego żołnierze SS sypią Cyklon-B do komór gazowych, jednak ów czyn jest tylko ukoronowaniem długiego łańcucha nieprawości i czyichś aktów współpracy z popełnianymi przez nazistów zbrodniami i nadużyciami. Zanim wszak zamordowani przez Niemców nieszczęśnicy znaleźli się w gazowych komorach, ktoś musiał  ich do nich zapędzić (zwykle czynili to inni więźniowie obozów o nazwie „kapo”).  Ktoś inny podejmował decyzję o tym, którzy z więźniów trafią na śmierć. Zanim zaś, przyszłe ofiary niemieckiego ludobójstwa trafiły do obozów koncentracyjnych, zwykli ludzie wykonujący zawód maszynisty wieźli je do tych obozów. Ale jeszcze przed tym, ktoś pognał przyszłych zabitych do wagonów pociągu. Ktoś pilnował, by  przeznaczeni do transportu nie uciekli, ktoś ich wpisywał do odpowiednich rubryk, a ktoś jeszcze inny wyłapywał z getta. Można by jeszcze wymienić przynajmniej kilka etapów współpracy z czymś, co do dziś wspominamy jako jeden z najstraszniejszych grzechów w historii naszego świata. Bardziej wnikliwe osoby mogą zapytać, czy da się moralnie usprawiedliwić jakąś część z wyżej wymienionych działań? Czy np. można powiedzieć, iż wiozący Żydów do obozu koncentracyjnego maszynista postępował w absolutnie zły sposób, a więc winien raczej umrzeć niż podjąć się wykonania tej pracy, czy może jednak to nie on zabijał tych ludzi, a współpraca ze zbrodniarzami mieściła się tylko w ramach jego pracy? Albo, czy wypełniający rubryki (na czyjeś polecenie) z wpisanymi na listę wywózek nazwiskami ludzi urzędnik miał moralne prawo to robić, czy może podobnie, winien gotować się na męczeństwo?

Dlaczego piszę o powyższych historycznych już dylematach? Gdyż niestety, współcześnie mamy wiele podobnych pytań, na które wydaje się, iż rzadko jest udzielana jakaś jaśniejsza i bardziej jednoznaczna odpowiedź. Owszem, w żadnym państwie nie zabija się już z rozkazu władz Żydów, jednak legalnymi stało się wiele innych nieprawości, np. aborcja, pornografia, cudzołóstwo, homoseksualizm, prostytucja, okultyzm, pijaństwo, różne niekonieczne prace w niedziele, itd. W związku z tym zaś, miliony ludzi choćby w ramach swej zawodowej pracy w różnym zakresie współpracuje w dokonywaniu tych nieprawości – począwszy od pań sprzątających w  klinikach i gabinetach aborcyjnych, pracownikach sklepów rozkładających na półkach prezerwatywy i różnego rodzaju plugawe gazety, a skończywszy na „bramkarzach” w klubach ze striptizem pilnujących zachowywania się gości, którzy wcześniej zostali tam zaproszeni przez przechadzające się panie z parasolami i ulotkami. I tak jak w przypadku grzechu ludobójstwa, z którym niegdyś współpracowało setki tysięcy ludzi, można  zasadnie pytać, czy, a jeśli tak, to w jakim wymiarze, z wymienionymi wyżej nieprawościami mogą współpracować chrześcijanie? W jednym z następnych artykułów zamierzam szerzej i bardziej szczegółowo odpowiedzieć na to pytanie, jednak zanim to zrobię, warto Czytelnikom przybliżyć najbardziej podstawowe rozróżnienia, jakie tradycyjna moralistyka katolicka uczyniła odnośnie współpracy ze złem.

Zacznijmy od tego, iż czym innym jest osobiste czynienie zła, a czym innym taki czy inny rodzaj współpracy z nim. Przykładowo, osoba, która w zamierzony sposób podrzyna gardło niemowlęciu w osobisty sposób dokonuje zabójstwa niewinnej osoby ludzkiej, a nie „tylko” współpracuje z tym aktem w ten czy inny sposób. Podobnie, prostytutka dokonująca czynów rozpusty i cudzołóstwa, nie współpracuje z takowymi, ale sama je czyni. Współpracą ze złem, w znaczeniu używanym w tradycyjnej teologii moralnej, nie jest więc osobiste wykonywanie danego złego czynu, ale pomaganie w spełnieniu takowego, które może przybierać różne formy i etapy (np. podanie mordercy noża z jasną wiedzą, iż ten za chwilę zabije nim człowieka, stanie na „czatach” w sytuacji, gdy koledzy dokonują kradzieży w sklepie, etc.). Tradycyjnie też rozróżnia się trzy formy współpracy ze złem:

1. Pierwszą z tych form jest tzw. współpraca formalna. Mamy z takową do czynienia wówczas, gdy poprzez zachętę, pochwałę, namowę, radę czy nakaz próbujemy skłonić kogoś do popełnienia jakiegoś zła. Ponadto do współpracy formalnej z czyimś grzechem zalicza się takie działanie, które albo z samej swej natury, albo też ze względu na całokształt towarzyszących mu okoliczności ma charakter bezpośredniego pomagania w takim złym czynie. Święty Alfons Liguori używa tu sformułowania, iż taka osoba niejako „stoi za plecami” czyniącego osobiście zło. Przykładowo, ktoś chce zgwałcić dziewczynę, a druga osoba pomaga mu w tym przytrzymując takową albo rzeczony wyżej przypadek, gdy w trakcie zamachu na czyjeś życie ktoś podaje napastnikowi nóż, by ów mógł łatwiej zrealizować swój zbrodniczy zamiar.

Do tejże współpracy w kategoryczny sposób należy zastosować następującą naukę św. Pawła Apostoła: „I nie miejcie udziału w bezowocnych uczynkach ciemności, a raczej piętnując (je) nawracajcie (tamtych)” (Efezjan 5: 11); „Nie bierz udziału w grzechach cudzych” (1 Tymoteusz 5: 22).

Wedle nauczania katolickiego (wyrażonego choćby przez Jana Pawła II w 74 punkcie encykliki „Evangelium vitae”) współpraca formalna ze złem jest zawsze niedozwolona, tak też, w przypadku bycia kuszonym do podjęcia takowej obowiązkiem jest zdecydowane i natychmiastowe jej odmówienie, również wówczas, gdy miałoby się to zakończyć dla odmawiającego męczeńską śmiercią w cierpieniach.

2. Drugą z form współpracy ze złem jest tzw. współpraca materialna bliska. Mamy z nią do czynienia w przypadku dokonywania różnych moralnie obojętnych aktów jednak z wiedzą o tym, iż będą one w bliskiej perspektywie pomagały komuś w pełnieniu różnych nieprawości. Przykładowo, sprzątanie nie jest samo w sobie czymś złym i występnym, jednak robienie tego w miejscu, które jest w specjalny sposób przeznaczone do dokonywania różnych grzechów – np. domu publicznym, gabinecie aborcyjnym, sali wróżbiarskiej, etc. – w dość wyraźny sposób pomaga w funkcjonowaniu tych przybytków.

Współpraca materialna bliska jest rzeczą generalnie odradzaną, ale nie absolutnie zakazaną, dlatego też mogą istnieć usprawiedliwiające jej czynienie powody. Dozwolona jest ona np. gdy nie ma się perspektyw na inną pracę, a ma się na utrzymaniu rodzinę, itp. Dobrze jest jednak, gdy człowiek dokonujący takiej formy współpracy sygnalizuje innym, iż nie podoba mu się to, w jaki sposób wykorzystywane są jego moralnie obojętnie czyny.

3. Trzecią z form współpracy ze złem stanowi tzw. współpraca materialna daleka. Istnieje ona wówczas, gdy bez naszej jasnej wiedzy, w zły sposób wykorzystywane są nasze dobre lub same w sobie obojętne czyny. Na przykład, żebrak któremu daliśmy pieniężną jałmużnę upija się za nią, albo sprzedany przez nas nóż do krojenia chleba służy komuś do zabicia drugiego człowieka.

Taka współpraca ze złem jest całkowicie moralnie usprawiedliwiona, gdyż czymś niedorzecznym byłoby rozliczanie kogoś z tego, w jaki przewrotny i złośliwy sposób mogą być wykorzystane przez inne osoby, jego działania.

 

Powyższe rozróżnienia, jak już zaznaczyłem są jedynie wstępem do bardziej szczegółowego omówienia problemów etycznych, jakie przed chrześcijanami stały i wciąż stoją w życiu zawodowym. Taką analizę spróbuję dokonać w jednym z następnych tekstów, które opublikuję na tym portalu.