Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy kobieta powinna być karana za aborcję?

Jak donosi „Gość Niedzielny” polscy biskupi popierając całkowity zakaz aborcji, mieli się przy tym jednocześnie zdecydowanie opowiedzieć przeciw karaniu kobiet za dokonanie tego czynu. Co prawda, sytuacja, w której w imieniu biskupów wypowiada się jeden z księży (a mianowicie dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin) jest nieco dziwna i wątpliwa (jeśli wszak biskupi tak uważają, to wypadałoby się samemu podpisać pod taką deklaracją), od razu można powiedzieć, iż takie postawienie sprawy jest z punktu widzenia zwykłej ludzkiej logiki i zdrowego rozsądku bezsensowne oraz niedorzeczne.

Oczywiście, nie sposób zaprzeczyć istnieniu sytuacji, w których znacznie łagodniejszą odpowiedzialność karną kobiety dokonującej aborcji można by uznać za rozwiązanie tak rozsądnie miłosierne, jak i sprawiedliwe. Można o takich sytuacjach mówić m.in., wówczas, gdy dana niewiasta znajduje się pod wielką presją swego męża lub partnera, rodziny (kiedy jest np. wręcz zastraszana, wyzywana, szantażowana, etc.). Być może też, należałoby w ten sposób traktować niewiasty dokonujące aborcji, które znajdują się w wielkiej biedzie, albo też są bardzo młode, niedoświadczone życiowe, intelektualnie upośledzone, wychowały się w środowiskach patologicznych, itp. Tego rodzaju sytuacje, powodują bowiem, iż rzeczywiście kobieta zgadzająca się na przerwanie własnej ciąży jest w całej tej zbrodni stroną wyraźnie słabszą, a przez co w mniejszym stopniu zasługującą na karę aniżeli np. namawiające ją do tego otoczenie, czy też główny wykonawca owego czynu, a więc zarabiający na nim lekarz-aborter. Ale nawet w takich i tym podobnych okolicznościach, rozsądniej byłoby mówić o czymś, co w prawie zwie się nadzwyczajnym złagodzeniem kary, aniżeli o całkowitym i absolutnym zwolnieniu z takowej represji kobiety. Mimo wszystko bowiem, przyznawanie komuś bezwzględnej bezkarności za uczynione przez niego (w ten czy inny sposób) zło jest – paradoksalnie rzecz biorąc – pewnego rodzaju uwłaczaniem jego ludzkiej godności. Jedną z istotnych cech człowieczeństwa jest bowiem to, iż w odróżnieniu od zwierząt jesteśmy w stanie dokonywać wyborów pomiędzy dobrem a złem.  Ta wolność wyboru jest aktualna nawet w najbardziej ekstremalnych sytuacjach i w związku z tym powstrzymanie się od czynienia nieprawości jest zawsze możliwe. A skoro jesteśmy ludźmi, posiadającymi wolny wybór, odpowiadamy też za czynione przez siebie zło. Raz, ta odpowiedzialność może być surowsza, a innym razem łagodniejsza, jednak zwalnianie kogoś w sposób absolutny od kary za jego złe czyny, jest de facto odczłowieczaniem tego kogoś, stwierdzaniem, iż ma on status jakiejś bezwolnej maszyny czy zwierzęcia. Zasada jest prosta – jesteś człowiekiem, odpowiadasz za swe czyny. Owszem, jeśli z tych czy innych względów wolność podejmowania przez ciebie decyzji mogła być poważnie ograniczona, twoja odpowiedzialność powinna być łagodniejsza, ale zasadniczo rzecz biorąc nigdy nie można tej wolności całkowicie odebrać, dlatego też jakaś kara za złe czyny powinna być zachowana. W przytoczonych zaś wyżej wypadkach myślę, iż wystarczającą sankcją karną byłoby np. wymierzanie kary więzienia w zawieszeniu, skierowanie na prace społeczne połączone z uczestnictwem w kursach uświadamiających powagę zła aborcji, itp.

Brakiem realizmu, byłoby jednak twierdzić, iż dokonujące aborcji kobiety zawsze znajdują się w wymienionych wyżej sytuacjach. Częściej lub rzadziej to bowiem niewiasta jest stroną inicjującą zabicie własnego dziecka, gorliwie dążącą do tego czynu wbrew niechęci swego męża, partnera bądź otoczenia i całkowicie z własnej woli płacącą za dokonanie takiego morderstwa lekarzowi. W części przypadków nikt na kobiecie nie wywiera presji by przerwała swą ciążę, nikt jej do tego aktywnie nie zachęca, ani nie przymusza. Czy zatem nawet tak zachowujące się niewiasty powinny być z zasady wolne od kary za zabicie swego poczętego dziecka?

Ktoś może jednak powie, iż nieroztropne byłoby karanie kobiet za ów czyn, gdyż mogłoby to oznaczać, że niewiasta mająca już dzieci szłaby do więzienia. Taka zaś sytuacja byłaby szkodą dla jej pozostałych dzieci. Jednak i ten argument nie może być absolutyzowany, gdyż zgodnie z jego logiką należałoby uwalniać od kary nie tylko kobiety posiadające dzieci, ale też wykonujących aborcję lekarzy będących jednocześnie ojcami rodzin. Poza tym, nie zawsze niewiasty, które godzą się uśmiercić swe nienarodzone dziecię, są już matkami wychowującymi inne pociechy. Czasami, dziecko, które chcą zabić jest ich pierwszym, więc w razie czego, pójście przez nie do więzienia, nie oznaczałoby pozbawienia matczynej opieki innych dzieci.

Dlaczego więc, z samej zasady, każda kobieta miałaby być zwolniona od jakichkolwiek sankcji karnych za aborcję? Takie stanowisko jest zupełnie nielogiczne, absurdalne i jest całkowicie arbitralnym oraz niesprawiedliwym faworyzowaniem kobiet. Można by ewentualnie rozważać poparcie dla ustawy przewidującej takie niesprawiedliwe rozwiązania uznając, iż nasze społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe na przyjęcie całkowicie konsekwentnego i sprawiedliwego zakazu aborcji, jednak w takim wypadku wypadałoby się nie łudzić i nie mówić, że wreszcie mamy do czynienia z absolutnie bezkompromisowym podejściem do prawnej ochrony nienarodzonych. Dzięki Bogu jednak twórcy obecnie dyskutowanego projektu zakazu aborcji wykazali się tu większą konsekwencją i logicznością i zamiast absolutnej bezkarności dla kobiet dokonujących aborcji proponują możliwość nadzwyczajnego złagodzenia dla nich kary za ów czyn.