Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Czy palenie papierosów jest grzechem?

Wedle nauczania katolickiego Piąte Przykazanie zakazuje nie tylko bezpośredniego i jawnego zabijania niewinnego życia ludzkiego, ale również niepotrzebnego narażania zdrowia i życia na niebezpieczeństwo. W samym wszak Piśmie świętym odnajdziemy wiele napomnień i nakazów, których sensem jest ochrona życia i zdrowia ludzkiego przed niepotrzebnym ryzykiem. Tak więc w „Mądrości Syracha” czytamy „Oddaj lekarzowi cześć należą jego posłudze (…) Pan stworzył leki (pochodzące) z ziemi, a człowiek mądry nie będzie nimi gardził” (38, 1, 4); „Zdrowie i siła lepsze są niż wszystko złoto, a mocne ciało niż niezmierny majątek” (30, 15); „Na żadnej uczcie się nie przejadaj i nie rzucaj się na potrawy! Z przejedzenia powstaje choroba, a nieumiarkowanie powoduje rozstrój żołądka” (37, 29 – 30). Z kolei w „Księdze Powtórzonego Prawa” czytamy m.in. o tym, iż Izraelici mieli zakopywać swe odchody w ziemi (23, 13), co pozwalało chronić zamieszkaną przez nich ziemię przed rozprzestrzenianiem się chorób i zarazków oraz budować domy z ogrodzeniami na dachu „byś nie obciążył swego domu krwią, gdyby ktoś z niego spadł” (22, 8).

Wydaje się, iż przyjęcie tej zasady szacunku dla zdrowia powinna dostatecznie obalać wszelką argumentację na rzecz godziwości regularnego palenia tytoniu w większych ilościach (zwanego też „paleniem nałogowym”). Wszak od jakichś 50-60 lat świat medycyny dostarcza coraz to nowych i silniejszych dowodów na to, iż „nałogowe palenie tytoniu” w sposób znaczący sprzyja powstawianiu i rozwoju wielu groźnych chorób. Mimo to, nawet od konserwatywnych katolików, nie jest czymś rzadkim słyszeć argumenty mające usprawiedliwić i moralnie uzasadnić zwyczaj o którym mowa. Przyjrzyjmy się zatem bliżej argumentom wysuwanym na rzecz obrony godziwości palenia papierosów.

  Czy Katechizm potępia palenie tytoniu?

Jednym z takich argumentów jest przywoływanie fragmentu Katechizmu bł. Jana Pawła II, w którym czytamy: „Cnota umiarkowania uzdalnia do unikania wszelkiego rodzaju nadużyć dotyczących pożywienia, alkoholu, tytoniu i leków. Ci, którzy w stanie nietrzeźwym lub na skutek nadmiernego upodobania do szybkości zagrażają bezpieczeństwu drugiego człowieka i swemu własnemu – na drogach, na morzu lub w powietrzu – ponoszą poważną winę” (n. 2290). Skoro więc, Katechizm piętnuje tylko nadużycia w odniesieniu do tytoniu, nie uznając za naganne palenia owego produktu, jako takiego, to wniosek z tego płynący jest następujący: „Mamy moralne prawo być miłośnikami papierosów, cygar i fajek” – argumentują zwolennicy owych używek. Tego rodzaju myślenie można uznać za poprawne, gdyby rzecz dotyczyła palenia tytoniu praktykowanego okazyjnie, rzadko i w niewielkich ilościach. Rzeczywiście bowiem tego rodzaju korzystanie z tytoniu nie stwarza większego niebezpieczeństwa dla zdrowia i można je nazwać „umiarkowanym”. Czy jednak mianem „umiaru w paleniu” można określić używanie tytoniu, które:

– wiąże się z odczuwaniem pewnego rodzaju przymusu psychicznego (odstawienie palenia powoduje ciężki stres, wyraźnie zwiększoną agresję, etc.)?

– pociąga za sobą zwiększone ryzykiem nabycia różnych groźnych chorób?

A właśnie takim paleniem tytoniu jest zwyczaj używania go regularnie i w większych ilościach.

Przyjmując niedorzeczną interpretację, jakoby Katechizm bł. Jana Pawła II w cytowanym wyżej punkcie nie piętnował nałogowego palenia, równie dobrze można by twierdzić, iż pod pojęciem „umiaru w stosowaniu leków” dokument ów rozumie codzienne połykanie 20 -30 tabletek od bólu głowy, albo też wypijanie dwóch butelek syropu na kaszel…

   Męczeństwo = palenie papierosów?

Tradycyjne nauczanie katolickie uznaje za złe niepotrzebne wystawianie własnego życia i zdrowia na niebezpieczeństwo. Nie chodzi zatem o to, iż nigdy nie mamy prawa czynić czegoś co będzie zagrażało nam pod względem zdrowotnym, ale by nie czynić tego dla mało ważnych celów.

Dlatego też równie nierozsądne co wzmiankowana wyżej próba usprawiedliwiania regularnego palenia tytoniu za pomocą Katechizmu bł. Jana Pawła II jest praktyczne stawianie znaku równości pomiędzy narażaniem swego życia i zdrowia na szwank z odpowiednio ważnych powodów (tj. pomoc chorym i potrzebującym, obrona wiary, odmowa popełnienia grzechu, itp) a czynieniem tego dla błahych przyczyn (tj. chęć przeżycia silnych emocji, dostarczanie sobie i/lub innym przyjemności, etc). Po prostu głupie i niedorzeczne jest uprawomocnienie niszczenia swego zdrowia dla własnej przyjemności (co ma miejsce w przypadku palenia) poprzez przywoływanie przykładu ludzi, którzy narażali się na niebezpieczeństwo np. po to by nieść pomoc i ulgę trędowatym.

Święci palacze papierosów, fajek i cygar

Faktem jest, że w historii Kościoła dałoby się wymienić kilku świętych i błogosławionych, którzy palili tytoń. Papierosy palił św. Albert Chmielowski, bł. Jan XXIII, bł. Jerzy Popiełuszko. Palaczem fajki był z kolei bł. Piotr Jerzy Frasatti, zaś jako miłośnik cygar zapisał się na kartach historii papiestwa św. Pius X. Z kolei, założyciel „Opus Dei”, św. Jose Escrivá Maria de Balaguer miał polecić jednemu z trzech założycieli owej organizacji palić papierosy uzasadniając to tym, iż „jedna trzecia ludzkości pali” (sam jednak ks. Escriva nie palił papierosów). Jeśli zatem tytoń palili nawet święci i błogosławieni (lub też do tego zachęcali), to dlaczego ów zwyczaj miałby być uznany za moralnie naganny, skoro okoliczność ta nie została uznana za przeszkodę w uznaniu takich ludzi jak Albert Chmielowski czy Piotr Frasatti za godnych podziwu i naśladowania? Przede wszystkim zwolennicy tego argumentu zapominają, iż przywoływane przez nich przykłady świętych i błogosławionych palaczy w swej zdecydowanej większości dotyczą czasów, gdy wiedza o szkodliwości regularnego palenia tytoniu była znikoma lub wręcz żadna. Jasne i jednoznaczne dowody na to, iż nałogowe palenie wybitnie sprzyja niszczeniu zdrowia i życia, brytyjscy i amerykańscy medycy zdobyli dopiero w latach 50-tych XX wieku. Wcześniej, owszem pojawiały się w świecie medycznym informacje o szkodliwości tego nałogu, lecz miały one charakter jednej z hipotez lub też były rozpowszechniane bardziej na skalę lokalną niż globalną. Na przełomie lat 30 i 40 ubiegłego stulecia kampania informacyjna na temat zdrowotnych niebezpieczeństw palenia była prowadzona na terenie Niemiec przez ówczesne władze tego kraju. Warto też pamiętać, iż zanim wiedza o dowodach na szkodliwość palenia dotarła szeroko do świadomości społecznej, musiało upłynąć jeszcze trochę czasu, np. profesor Zbigniew Religa wspominał, że sam o tym, że ów zwyczaj niszczy zdrowie dowiedział się dopiero w 1976 roku podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych. Można zatem założyć, iż przez kilka wieków od upowszechnienia się tytoniu miliony używających go ludzi, nie zdawało sobie sprawy z tego, że w ten sposób niszczą swe zdrowie i życia. A zatem przez całe stulecia, regularne palenie papierosów, cygar oraz fajek wyglądało na w miarę niewinną, gdyż obojętną dla zdrowia i życia, rozrywkę. Jak już zostało wyżej wspomniane, prawie wszyscy z „świętych i błogosławionych palaczy” żyli właśnie w takich czasach. Św. Albert Chmielowski umarł w 1916 roku; św. Pius X odszedł do wieczności w 1914 r; zaś bł. Piotr Frasatti żył w latach 1901 – 1925. Jeśli chodzi zaś o opisywane wyżej wydarzenie z udziałem św. Jose Escrivy to miało ono miejsce w latach 30-tych XX wieku, a więc raczej na długo przed tym, jak medyczna wiedza w sprawie szkodliwości palenia została udokumentowana i upowszechniona na skalę światową. Dyskusyjnym „casusem” jest tu z pewnością przypadek bł. Jana XXIII, który palił papierosy także w latach 50-tych XX wieku, a więc w okresie, gdy można było dowiedzieć się o poważnym niebezpieczeństwie, jakie ów zwyczaj niesie dla zdrowia i życia. Tak naprawdę nie wiemy jednak, w jak dużym stopniu ów papież był zaangażowany w palenie tytoniu… Nie wiemy np. czy palił on w takiej częstotliwości i ilości by można było mówić w tym wypadku o prawdziwym nałogu? Nie wiemy także, czy wieści o udowodnionym związku pomiędzy paleniem tej używki a groźnymi chorobami, zdołały dotrzeć do bł. Jana XXIII w sposób, który ów musiałby uznać za przekonywający i wiarygodny. Ostatecznie rzecz biorąc, jeśli tak wybitny lekarz, jakim był prof. Religa dowiedział się o szkodliwości tytoniu dopiero w 1976 roku, a więc w 26 lat po tym jak amerykańscy i brytyjscy medycy pokazali opinii publicznej konkretne nań dowody, to tym bardziej łatwo jest podejrzewać o brak wiedzy w tym temacie kardynała i papieża, który umarł w 1963 roku. Oczywiście trudno jest podejrzewać o brak wiedzy w tym temacie ostatniego z wymienionych wyżej „świętych i błogosławionych palaczy”, a więc bł. Jerzego Popiełuszkę. Istotnie, ów ksiądz swą męczeńską śmierć poniósł w 1984 roku, a więc w czasie, gdy świadomość szkodliwości palenia była już szeroko rozpowszechniona. Czy zatem fakt wyniesienia „kapelana solidarności” na ołtarze oznacza moralną aprobatę ze strony Kościoła dla regularnego palenia tytoniu w większych ilościach? Niekoniecznie. Ksiądz Jerzy Popiełuszko przede wszystkim jest czczony przez Kościół jako męczennik za wiarę. W przypadku zaś męczeństwa, w trakcie procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych, zwykło się stosować coś co można nazwać mianem „taryfy ulgowej”. Przyjmuje się więc, iż fakt przyjęcia męczeńskiej śmierci w imię miłości do Boga i bliźnich jest zarazem swego rodzaju zadośćuczynieniem za za wiele innych grzechów, które popełniło się w życiu. Najpewniej więc dlatego jako święty może być czczony Hipolit- męczennik, mimo że niemal do do końca swego życia błędnie uważał się za papieża (i do dziś Kościół uznaje go za jednego z antypapieży) i pojednał się z prawowitym papieżem bodajże na 2 dni przed swą męczeńską śmiercią. Ostatecznie zaś, fakt wyniesienia kogoś na ołtarze nie oznacza, iż dana osoba w ogóle nie grzeszyła i nie praktykowała żadnych nagannych zwyczajów. Jak naucza Sobór Trydencki: „w tym życiu śmiertelnym nawet święci i sprawiedliwi wpadają niekiedy w lekkie przewinienia i codzienne grzechy, zwane także powszednimi ” (tamże, „Dekret o usprawiedliwieniu, rozdz. XI). Poza więc możliwością wystąpienia u danego Świętego/Świętej niezawinionej niewiedzy odnośnie zła pewnych czynów, nie można wykluczyć, iż po prostu również jemu/jej zdarzały się pewne grzechy. W istocie można by przytaczać niejeden czyn Świętego, który musi jawić się co najmniej, jako wątpliwy moralnie. Przykładowo, św. Henryk II nie dość, że sprzymierzył się przeciw chrześcijańskiej Polsce z pogańskimi Wieletami, to pozwolił by pochód jego wojsk otwierały zastępy wojowników owego plemienia niosący wizerunki swych bożków. Kiedy zaś jeden z niemieckich rycerzy rzucił kamieniem w jednego z tych pogańskich bałwanów, św. Henryk II wypłacił obrażonym Wieletom z tego tytułu swoiste odszkodowanie w postaci dwunastu funtów srebra. Nie ma zatem co się oszukiwać. Wszystko wskazuje na to, że regularne palenie tytoniu w większych ilościach jest złe i grzeszne, gdyż stanowi niepotrzebne narażenie swego życia i zdrowia na niebezpieczeństwo. Paląc papierosy (fajki lub cygara) nikomu nie ratujemy zdrowia i życia, lecz tylko niszczymy je sobie, by zażyć przyjemności. Paląc tytoń nie narażamy swego życia niosąc komuś światło wiary chrześcijańskiej, lecz dajemy przykład głupiego, bezużytecznego zatruwania swego organizmu dla uzyskania kilku minut relaksu i odprężenia. Krótko mówiąc, zwyczajowe palenie, jest po prostu bezrozumne, szkodliwe i złe.