Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Paradoks błogosławionego Franciszka Jägerstättera

Zapewne większość z Czytelników słyszała o  postaci błogosławionego Franza (po polsku – Franciszka) Jägerstättera.

On był – w czasie II wojny światowej – jednym z nielicznych katolików, który w swym sumieniu doszedł do jasnego rozeznania, iż wojna prowadzona przez Hitlera jest ewidentnie niesprawiedliwa i dlatego nawet za cenę śmierci, musi odmówić służenia w armii III Rzeszy oraz złożenia przysięgi wojskowej, w której zobowiązałby się do bezwzględnego posłuszeństwa Adolfowi Hitlerowi.

Chociaż teoretycznie rzecz biorąc, sprawa była prosta, choćby z tego względu, że o ile posłuszeństwo władzom cywilnym jest ważną zasadą moralną, to nikomu z ludzi nie należy się absolutne i bezwzględne posłuszeństwo, gdyż „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dzieje Apostolskie 5, 29) to jednak bł. Franz był w tej swej postawie i przekonaniu niemal całkowicie osamotniony. Mimo, że przez lata miliony katolików słyszały nauczanie o tym, iż „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” z ust tysięcy swych księży, kiedy „przyszło co do czego”, błogosławiony Franciszek Jägerstätter był jednym z zaledwie 6 niemieckich katolików, który odmówił swego udziału w niesprawiedliwej wojnie i złożenia przysięgi na bezwzględną wierność Adolfowi Hitlerowi.  Inni pobożni katolicy kręcili na to głową, a do zmiany decyzji próbowali namawiać go nawet księża i biskupi. Ale on doszedł do wniosku, iż nauczanie katolickie wymaga od niego, by nie brał udziału w tej niesprawiedliwej wojnie jaką prowadził Hitler. Pomyślmy jak to wtedy wyglądało? Nikt z pobożnych katolików nie dochodzi do tego wniosku, księża i biskupi doradzają mu, by jednak wstąpił do armii, a ten się jeden upiera twierdząc, iż jego decyzja wynika z nauczania Kościoła. Wielu pewno myślało: „To jakiś wariat, albo ukryty świadek Jehowy, wszak to jehowici powszechnie odmawiają służby wojskowej, a katolicy posłusznie wstępują do Wermachtu i nawet, jeśli nie zgadzają się z Hitlerem, to walczą za swoją ojczyzną„.

I komu po wielu latach „de facto” rację przyznał Kościół wynosząc go do ołtarzy? Tym, którzy namawiali go, by jednak przyjął wezwanie na front czy temu samotnikowi, który uparł się, iż logicznym wnioskiem płynącym z nauczania katolickiego jest to, iż nie może wziąć udziału w prowadzonej przez Hitlera wojnie (oraz składać mu przysięgi bezwzględnej wierności)???

Jaki płynie wniosek z tej historii? Istnieją czasy i miejsca, gdy płynąca ze znajomości nauczania katolickiego, wierność pewnym Bożym zasadom, będzie wywoływać konsternację i niezrozumienie również ze strony zdecydowanej większości pobożnych katolików, a nawet duchownych. Jeśli więc drogi Czytelniku powiesz któremuś ze swych wierzących katolickich znajomych, iż np. nie pójdziesz na dyskotekę, bal albo na damsko-męską plażę i usłyszysz w związku z tym pełną niezrozumienia uwagę: „Tyle lat chodzę do kościoła i nigdy nie słyszałem, by ksiądz mówił coś przeciwko tym rzeczom” to nie bądź tym ani trochę zdziwiony.