Wzgardzone prawdy, zapomniane wartości

Trzy prawdy o piekle

Istnienie wiecznego piekła z pewnością jest najstraszniejszą prawdą wiary chrześcijańskiej. Tak też wielu ją kwestionuje twierdząc, że nie ma żadnego miejsca czy stanu, które można by nazwać piekłem. Co najwyżej, cierpienie w piekle, ma charakter czasowy i ostatecznie rzecz biorąc i tak ludzie się w nim znajdujący, jak i nawet demony, zostaną zeń uwolnieni. Można przypuszczać, iż większość katolików i chrześcijan uległa pokusie, by w podobny sposób dezawuować prawdę o istnieniu wiecznego piekła. Mimo to w tym tekście nie chcę polemizować z przywołanymi wyżej jawnymi herezjami. Myślę bowiem, że wielu teologów i apologetów napisało już wiele słów dostatecznie objaśniających jako prawdziwą i umocowaną w Bożym Objawieniu naukę o realności wiecznego potępienia. Ze swej strony pragnę pokazać te aspekty prawdy o piekle, które ze względu na swą surowość i grozę, są często lekceważone, przemilczane i przekręcane, nawet przez tych, którzy zasadniczo rzecz biorąc wierzą w istnienie wiecznego potępienia. Te prawdy to:

 

1. Wieczne potępienie zatwardziałych grzeszników dokonuje się z prawdziwego, doskonale sprawiedliwego wyroku Pana Jezusa, będącego wyrazem świętego gniewu Bożego wymierzonego w niepoprawnych złoczyńców.

Ci, którzy mówią jeszcze o możliwości wiecznego potępienia grzeszników, jednocześnie „rękoma i nogami” bronią się przed jakimkolwiek mieszaniem w to Boga, który wedle nich, jest zbyt dobry i miłosierny, by mógł skazywać jakiekolwiek ze swych stworzeń na wieczną mękę. „To nie Bóg potępia i skazuje na piekło zatwardziałych grzeszników, ale to oni sami się potępiają i na nie skazują, woląc być w piekle niż żyć w miłości Boże w niebie. Pan Bóg zaś tak bardzo szanuje wolną wolę człowieka, iż nie weźmie do siebie tych, którzy nie chcą z Nim być” – oto najczęstsze wyjaśnienie, jakie słyszy się dziś z ust tych, którzy próbują jeszcze w jakiś sposób bronić nauki o piekle. Jakkolwiek miło jest słuchać o Bogu, który „nigdy nie potępia” i „nigdy nie sądzi„, trzeba jasno stwierdzić, iż ten rodzaj „obrony piekła” jest bzdurą i de facto herezją. Tylko jeden wątek w owym uzasadnieniu jest prawdziwy, a mianowicie; stwierdzenie faktu, iż zatwardziali grzesznicy swym złym życiem wybierają sobie bycie w wiecznym piekle zamiast życia z Bogiem w niebie. Cała reszta tej doktryny jest już jednak fałszywa i zwodnicza.

Pismo święte i Tradycja Kościoła jasno bowiem nauczają, iż niepoprawnie źli i bezbożni nie tylko sami siebie potępiają, ale też ściągają na siebie karę wiecznego potępienia ze sprawiedliwego wyroku samego Chrystusa Pana. W Biblii czytamy wszak, iż Pan Bóg przyjdzie:

aby dokonać sądu nad wszystkimi i ukarać wszystkich bezbożników za wszystkie bezbożne uczynki, przez które okazywała się ich bezbożność, i za wszystkie twarde słowa, które wypowiadali przeciwko Niemu grzesznicy bezbożni»” (List św. Judy 1, 15);

Znamy przecież Tego, który powiedział: Do Mnie [należy] pomsta i Ja odpłacę. I znowu: Sam Pan będzie sądził lud swój. Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego.” (Hebr. 10, 30 – 31);

„Oto przez swoją zatwardziałość i serce nieskłonne do nawrócenia skarbisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia się sprawiedliwego sądu Boga, który odda każdemu według uczynków jego: tym, którzy przez wytrwałość w dobrych uczynkach szukają chwały, czci i nieśmiertelności – życie wieczne; tym zaś, którzy są przekorni, za prawdą pójść nie chcą, a oddają się nieprawości – gniew i oburzenie.” ( Rzym 2, 5-8).

Już sam opis Sądu Ostatecznego wystarczyłby na odparcie twierdzeń o wyłącznym „samo-karaniu” i „samo-potępieniu” się zatwardziałych grzeszników i Bogu, „który tylko uszanuje tą wolną decyzję„. Nie czytamy tam wszak, iż Pan Jezus powie do złych i bezbożnych: „Ach, moi kochani, tak bardzo szanuję waszą wolność, że pozwalam wam iść do piekła, zamiast nieba„. W Ewangelii św. Mateusza napisane zostało coś wręcz przeciwnego, a mianowicie twarde słowa Chrystusa skierowane do potępieńców: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!” (tamże: 25, 41). A więc to sam Pan Jezus wyda wyrok na potępieńców, odrzucając ich od Siebie i przeklinając ich na wieki.

Także w nauczaniu katolickim widzimy to jasno. Ojcowie Kościoła zwykli mówić wszak, że o ile pierwsze przyjście Jezusa było objawieniem przede wszystkim Jego nieskończonej miłości i miłosierdzia dla grzeszników (czego najdobitniejszym wyrazem była męka i śmierć na Krzyżu), o tyle Jego drugie, powtórne przyjście będzie w stosunku do zatwardziałych złoczyńców manifestacją Jego sprawiedliwości i świętego gniewu.

Św. Jan Vianney tak o tym mówił: „Teraz zjawia się On, jako surowy i nieubłagany Sędzia! To nie litościwy Pasterz, który szuka zbłąkanych owieczek, żeby im przebaczyć, ale Bóg pomsty, który na zawsze już oddziela grzeszników od sprawiedliwych, w zapalczywości Swojego gniewu karze przewrotnych, a sprawiedliwych zanurza w zdroje wiecznych rozkoszy (…) Niedługo już ten zaślepieniec, który spokojnie żył sobie w grzechu, usłyszy wyrok odrzucenia (…) Naprawdę przyjdzie chwila, w której nie będzie już miłosierdzia(Cytat za: „Kazania Proboszcza z Ars”, Warszawa 2009, s. 377, 380).

Synod Toledański VI uczył zaś: „Oczekujemy również, że On (Chrystus) przyjdzie na końcu wieków, w tym samym czasie, kiedy zmartwychwstaną wszyscy, którzy wcześniej pomarli, aby wynagrodzić sprawiedliwych i ukarać niegodziwych, wedle swego doskonale sprawiedliwego wyroku(patrz: DS 492).

Z kolei Katechizm św. Piusa X naucza, iż „na końcu świata Jezus Chrystus przyjdzie z nieba w całej swej chwale i majestacie, aby sądzić wszystkich ludzi, zarówno dobrych jak i złych, i aby każdemu udzielić nagrody lub wymierzyć karę stosownie do ich własnych zasług„(tamże: cz. I, rozdz. VII, p. 1).

Można powiedzieć, że to w osobach potępieńców, w najwyższym stopniu spełnią się słowa Pisma świętego:

Bo Ty nie jesteś Bogiem, któremu miła nieprawość, złego nie przyjmiesz do siebie w gościnę. Nieprawi nie ostoją się przed Tobą.Nienawidzisz wszystkich złoczyńców, zsyłasz zgubę na wszystkich, co mówią kłamliwie. Mężem krwawym i podstępnym brzydzi się Pan” (Psalm 5, 6-7);

Jednakowo Bogu są nienawistni i grzesznik, i jego grzech” (Ks. Mądr. 14, 9);

„Wszystko celowo uczynił Pan, także grzesznika na dzień nieszczęścia” (Przysłów 16, 4).

 

2.Piekło nie jest ani puste, ani nie trafiają tam tylko najwięksi zbrodniarze w historii ludzkości

Innym ze sposobów na „osładzanie piekła” jest sprowadzanie go tylko do czysto hipotetycznej możliwości, z jednoczesnym sugerowaniem, iż świeci ono całkowitymi pustkami albo też jest „prawie puste„. Do piekła, jeśli trafia ktokolwiek, to są to osoby w rodzaju Hitlera, Stalina czy Polpota. A więc ludzie pokroju największych morderców w historii świata, a nie ktoś taki jak statystyczny Kowalski współżyjący ze swą dziewczyną przed ślubem czy też Nowak oszukujący swych klientów na towarach. Przy takim postawieniu sprawy, praktycznie rzecz biorąc, mało kto powinien obawiać się wiecznego piekła. Ogromna większość ludzi ma wszak silną tendencję, by powagę własnych grzechów zakrywać poprzez wskazywanie na okoliczność, iż są na tym świecie jeszcze więksi grzesznicy od nich (a więc w domyśle, jeśli już ktoś ma trafić do piekła to oni, a nie my). Poza tym, mimo, że życie na tym świecie, niemal codziennie dostarcza nam pokus i okazji do grzechu, to z drugiej strony mało kto z nas nawet na płaszczyźnie czysto teoretycznej i potencjalnej, będzie miał sposobność zostać kimś w rodzaju Adolfa Hitlera czy Charlesa Mansona. Trudno zatem się dziwić, iż głoszenie wyżej zarysowanej doktryny o „prawie pustym piekle” owocuje niemal powszechnym przekonaniem, iż tak naprawdę możliwość wiecznego potępienia nie dotyczy „zwykłych”, „przeciętnych” śmiertelników.

Nie w takim jednak duchu o możliwości wiecznego potępiania wypowiada się Pismo święte i Ojcowie Kościoła.

Po pierwsze jeśli uważniej przyjrzeć się nauczaniu katolickiemu, to bardzo wątpliwym okazuje się popularne twierdzenie: „O nikim z ludzi Kościół nie wypowiedział się, że jest w piekle„. Otóż, takie jasne deklaracje pojawiają się w nauce Magisterium przynajmniej odnośnie dwóch ludzi: Heroda Agryppy (uczy o tym w jednej z homilii papież św. Grzegorz Wielki) oraz Judasza Iskarioty (wyczytać można o tym w Katechizmie Soboru Trydenckiego).

Po drugie: piekło będzie pełne, a nie puste, i znajdzie się tam wielu ludzi. Biblia naucza:

Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!(Mt. 7, 13);

Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych” (Mt. 22, 14).

Tradycyjna interpretacja Ojców, Doktorów i Papieży Kościoła też nie pozostawia co do tego większych wątpliwości:

„Tak ogromna liczba nieszczęśliwych dusz zginie” (św. Filip Nereusz);

Tak, rzeczywiście wielu ludzi będzie potępionych” (św. Benedykt Józef Labre);

Jak wiele dusz traci niebo i idzie do piekła” (św. Franciszek Ksawery);

„Liczba potępionych potępionych jest nieobliczalna” (św. Weronika Giulani);

„Większa część ludzi wybiera potępienie zamiast kochać Boga wszechmogącego” (św. Alfons Liguori).

Po trzecie: wedle nauczania katolickiego do piekła nie idzie się tylko za nieprawości typu: masowe mordy czy pedofilia, które i świecka moralność uznaje za wyjątkowo odrażające, a które są popełniane przez bardzo małą liczbę ludzi. Kara wiecznej męki jest zapowiedziana dla tych wszystkich, którzy z uporem i świadomie będą trwać do końca swych dni (lub za nie szczerze nie żałować) w choćby jednej z ciężkich nieprawości. Tradycyjnie zalicza się do nich zaś nie tylko masowe mordy czy seksualne wykorzystywanie dzieci, ale też wiele z tych czynów, które codziennie i beztrosko popełniane są przez bardzo wielu ludzi, a więc np. bluźnierstwa, bałwochwalstwo, pijaństwo, różne formy okultyzmu, nienawiść do bliźnich, cudzołóstwo, nierząd, pożądliwe spojrzenia, itp. Nie ma się zatem co łudzić, piekło to nie jest hipotetyczna możliwość dla unikatowych degeneratów, o których słyszy się w TV, ale realna opcja dla bardzo wielu „porządnych” i „statecznych” obywateli.

 

3. Kary w piekle nie polegają tylko „na oddzieleniu od Boga”, ale są nimi też „męki zmysłowe”: ogień, siarka, etc.

Wielu wyśmiewa obraz piekła, jako wypełnionego miejsca, „w którym grzesznicy smażą się w ogniu„. Twierdzą oni, że jasne słowa Pisma świętego o „nieugaszonym ogniu”, „wiecznych katuszach” i tym podobnych karach dla złoczyńców nie mogą być odczytywane dosłownie i są tylko symbolami oraz metaforami innej, też przykrej, bolesnej i smutnej, ale nie odczuwalnej na płaszczyźnie zmysłowo-cielesnej rzeczywistości. Ludzie ci, podkreślają, że piekło będzie polegało na odłączeniu od Boga, a nie mękach, które będą odczuwane przez nasze zmysły i ciało (wówczas, gdy ono zmartwychwstanie).

I znów widzimy, jak podkreślanie pewnych prawdziwych elementów nauki o piekle (a więc prawdy o tym, że główną karą wiecznego potępienia będzie utrata Pana Boga na zawsze) połączone z lekceważeniem bądź negowaniem innych prawd na ten temat, praktycznie rzecz biorąc uspokaja i zwodzi tych, którzy swym życiem pędzą ku zatraceniu. Cóż bowiem oznacza powiedzenie jakiemuś wielkiemu grzesznikowi, któremu bardzo dobrze się powodzi na tym świecie: „Stracisz Boga na wieczność„? W wielu wypadkach jegomość taki odpowie: „To świetnie! Radzę sobie bez Boga na tym świecie doskonale: pełno mam kasy, samochodów i panienek. Kiedy pójdę do piekła, to bez Boga będę tam wiecznie imprezować ze swymi kumplami„. I nie ma co się łudzić, że ogrom ludzi tak myślących w końcu przejmie się pustką i bezsensem kryjącym się za takim wartościowaniem swego ziemskiego życia. Realistycznie rzecz ujmując, trzeba bowiem powiedzieć, iż różne doczesne uciechy mogą dość mocno zagłuszyć wyrzuty sumienia oraz tęsknotę za życiem pełnym głębszego sensu objawiającym się choćby „w szukaniu wpierw Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości„.

Być może, ze względu na to realistyczne spojrzenie, tradycyjna interpretacja Magisterium Kościoła nigdy nie sugerowała, iż biblijne słowa o „nieugaszonym ogniu” (Mk. 9, 47), „wiecznej męce we dnie i w nocy„(Apok. 20, 10), „jeziorze gorjącym siarką” (Apok. 21, 8) mają być interpretowane nie w kategoriach dosłownych, lecz tylko czysto symbolicznych. Katechizm Soboru Trydenckiego tak o tym naucza: „I ten jest (…) sposób męki, który Nauczyciele święci zowią dlatego, iż cielesnym czuciem poznawana bywa: jako w biciu, biczowaniu albo w którym innym ciężkim sposobie karania bywa, między innymi, którymi bez wątpienia męka ognia boleść największą czyni„.

Nie ma się zatem co łudzić, obraz piekła, jako miejsca/stanu, w którym grzesznicy „smażą się w ogniu„, mimo swych pewnych uproszczeń, z pewnością jest zdecydowanie bliższy Prawdzie, aniżeli ogólnikowa i niejasna wizja, w której jedyną karą potępionych jest „utrata Boga„.

Jan Paweł II w swej książce: „Przekroczyć próg nadziei” mówił: „Człowiek się zgubił, kaznodzieje się zgubili, katecheci się zgubili, wychowawcy się zgubili. Nie mają już odwagi ” (tamże, Lublin 2006, s. 146). To mądre słowa. Fakt, że coś wydaje się być w Objawieniu Bożym nam zbyt „surowe”, „srogie” i „przerażające” nie upoważnia nas wszak jeszcze do swoistego cenzurowania owych prawd. Jeśli coś jest prawdą, a istnienie wiecznego piekła z pewnością nią jest, należy o tym mówić jasno i otwarcie. I to bez okrajania owej prawdy z tych jej fragmentów, o których wspominanie wydaje się nam być swego rodzaju „obroną nieskończenie miłosiernego charakteru Boga„. Pan Bóg nie potrzebuje bowiem obrońców, którzy w imię przybliżania doń ludzi, będą odmawiać głoszenia tego co On nam objawił.